Z
wielką przyjemnością przedstawiam wam książkę, którą wzięłam pod swoje
skrzydła.W tym roku jest to mój dwunasty patronat. Dziedzic podziemia to debiutancka powieść autorki, która zostanie wydana przez Wydawnictwo Niezwykłe.
Monika Nerc to rodowita warszawianka z wyższym wykształceniem, która z
zamiłowania do książek, sama zaczęła pisać. W wolnym czasie ogląda mecze
piłki nożnej, gale mieszanych sztuk walki, albo planuje kolejne
opowiadanie przy akompaniamencie głośnej muzyki. Jest upartym oraz
zdeterminowanym zodiakalnym baranem, który uwielbia podróżować po
świecie i poznawać inne kultury.
Dziedzic podziemia. Szept diabła to istny rollercoaster emocjonalny! Książka trzyma czytelnika w napięciu od początku do końca. Ma w sobie wszystko co powinna posiadać dobra książka; romantyczność, humor, niebezpieczeństwo i tajemnice oraz mężczyzna, który pochłonięty jest takim mrokiem, że aż nas ciarki będę przechodzić. Musicie po nią sięgnąć! Polecam wam gorąco!
Malwina Nowak, Świat książkowy Mali
Opis;
Pierwszy tom serii mafijnej, której akcja rozgrywa się w Warszawie!
Mafia, krew i pieniądze. Tylko to się dla niego liczy.
Ludzie bali się wypowiadać jego imię. Ten rosyjski diabeł był
ucieleśnieniem wszystkiego, co najgorsze. Jego ciało pokrywały tatuaże
oraz blizny. Nie miał żadnych skrupułów, kiedy rozprawiał się z wrogami.
Cierpieli oni w męczarniach. Teraz wyszedł z więzienia i dowiedział
się, że ktoś próbuje zająć jego miejsce w mafii.
Catriona właśnie skończyła studia i do jej świata wreszcie wkracza
zwyczajność. Kobieta pragnie znaleźć pracę i ułożyć sobie życie, aby
wszystko było „normalne”. Nie wie jednak, że los postawi na jej drodze
najniebezpieczniejszego mężczyznę w Warszawie, przez co marzenia o
spokojnym życiu raz na zawsze się skończą.
Wpadła w oko samemu diabłu, a on z jakiegoś powodu uznał, że Catriona już jest jego.
Mam dla was
Rozdział 1
Catriona
Dzwonek mojego
telefonu brzmi w tej chwili jak alarm bombowy. Po omacku próbuję znaleźć
urządzenie na szafce nocnej, ale zamiast tego słyszę tylko huk, z jakim komórka
upada na podłogę.
–
Cholera… – szepczę zirytowana.
Z
wielką niechęcią otwieram oczy, a po kilku sekundach siadam mozolnie na łóżku.
Jestem tak zmęczona, że mogłabym zasnąć na stojąco. Walcząc z zamykającymi się
powiekami, zerkam przez okno, dostrzegając, że Warszawa nadal jest pogrążona we
śnie. Miasto, w którym rządzą pieniądze, również musi odpocząć.
Kiedy
podnoszę telefon z podłogi, natychmiast zauważam na ekranie imię Niny.
– Czego
chcesz? – pytam rozdrażniona. Zamiast jakiejkolwiek odpowiedzi po drugiej
stronie słuchawki rozlega się głucha cisza. Zaniepokojona rozglądam się pospiesznie
wokół, po czym dostrzegam zegar na ścianie, którego wskazówki pokazują trzecią
rano. – Jeśli znowu jesteś pijana i masz zamiar śpiewać hity Lady Pank,
to od razu informuję, jesteś już trupem – tłumaczę przez zaciśnięte zęby.
– Kat…
– zaczyna moja przyjaciółka drżącym głosem, powstrzymując płacz. – Potrzebuję cię.
– Co
się stało? – W moim tonie pojawia się obawa.
Znam
Ninę dłużej niż dziesięć lat: jest silną kobietą, która nie wie, co to płacz
czy słabości. Jeszcze nigdy nie słyszałam jej w tak żałosnym stanie. Jeśli coś
nie szło po jej myśli, to zawsze znajdowała wyjście z sytuacji, podnosząc
dumnie głowę.
– Proszę
cię, przyjedź tutaj – instruuje mnie. W tym samym czasie słyszę kobiece głosy w
tle, po czym Nina ot tak się rozłącza.
Wpatruję
się w ścianę przez parę sekund, próbując zrozumieć, co się właśnie wydarzyło. Od
kiedy zostałam psem, który zawołany w środku nocy, przyjdzie grzecznie,
machając ze szczęścia ogonem? To nie jest odpowiedni czas na takie refleksje,
więc po prostu biorę kilka głębokich oddechów. Nie pomaga to ani trochę w
opanowaniu rosnącej we mnie irytacji, więc zaczynam liczyć do dziesięciu. To
również nie skutkuje, ale Ninie przecież mogło się stać coś poważnego, a ja
tracę czas, rozmyślając o głupotach. Zdążę jej to potem wygarnąć, chociaż
pewnie znowu zapomnę.
Nie
zapalając światła, łapię pierwszy lepszy kardigan z krzesła oraz kluczyki do
samochodu, a następnie wychodzę w pośpiechu na klatkę schodową. Wszyscy
sąsiedzi smacznie śpią w wygodnych łóżkach, natomiast ja biegam jak szalona po
korytarzu. Wokół mnie panuje przerażająca cisza, przerywana co jakiś czas przez
dźwięk kropelek wody, spadających na kafelki z rur podwieszonych pod sufitem.
Staram się zachować spokój, ale w tej chwili do mnie dociera, że naoglądałam
się za dużo horrorów. Wiem, że przecież nie czyha na mnie tutaj żaden zabójca z
dziwnymi perwersjami, mimo to i tak zerkam za siebie, by sprawdzić, czy nikt za
mną nie idzie. Lepiej być uważnym, niż wykrwawić się na podłodze, bo ktoś
uderzył cię siekierą w plecy.
Wyrywam
się z nocnych rozmyślań o potworach czających się w mroku i schodzę na dół,
próbując skupić się na czymś o wiele ważniejszym. W co znowu mogła wpakować się
Nina? Wiele razy musiałam ratować ją z problemów, jednak dzisiaj jej głos
brzmiał niesłychanie poważnie i tajemniczo. A co, jeśli spadając ze sceny, zrobiła
sobie krzywdę? Albo ktoś ją pobił? Może ktoś dosypał jej narkotyków do drinka? Albo
ktoś ją porwał? Z każdą minutą zaczynam się coraz bardziej martwić. Próbuję zapanować
nad okropnymi scenariuszami kreowanymi z prędkością światła przez mój mózg,
lecz nie idzie mi to za dobrze. Przecież zadzwoniła do mnie, więc nie może być
aż tak źle.
Trudno
byłoby nie zauważyć klubu, w którym pracuje Nina. Nawet najbardziej nieuważny
człowiek dostrzegłby wielki różowy napis Gniazdo Rozpusty wraz z
podobizną pani wymachującej nogą. Zostawiam starego mercedesa na opustoszałym w
tej chwili parkingu. Czyżby w poniedziałek o trzeciej nad ranem nie przychodził
tutaj nikt poza takimi szaleńcami jak ja?
Co za niespodzianka.
Ochroniarz
jak zawsze nie pilnuje wejścia do klubu, więc bez problemu przemykam do środka.
Jestem w stanie trochę zrozumieć tego pracownika: po co pracować, skoro można
pogapić się na nagie kobiety, kręcące swoimi atutami? Dla mnie jest to kolejny
plus, ponieważ nie muszę się z nikim wykłócać. Nie jestem typowym bywalcem
takich miejsc. Trudno byłoby mi ukryć brak fiuta w spodniach. Otwieram drzwi do
tego przybytku grzesznych przyjemności, a głośna muzyka natychmiast uderza w
moje uszy. Zapach potu oraz podniecenia wypełniają całą przestrzeń wokół mnie, wywołując
gęsią skórkę na moim ciele.
Nienawidzę
tego miejsca, a mężczyznami przychodzącymi tutaj po prostu się brzydzę. Wsadzają
tancerkom pieniądze za majtki, tylko po to, żeby one zaczęły się ocierać o ich
tłuste ciała. Ignoruję to wszystko i idę korytarzem, który został delikatnie
oświetlony przez światła podłogowe reagujące na ruch. Dawno nie czułam się aż
tak niekomfortowo. Może trzeba było zadzwonić po jakieś męskie wsparcie? Gratulacje mózgu, szkoda, że dopiero teraz
na to wpadłeś. Przecież Łukasz nie odmówiłby mi w tej sytuacji, może nawet sam
by to załatwił, a ja mogłabym pospać w łóżku jak szczęśliwy niedźwiadek.
Moim
oczom ukazuje się ogromna sala rozjaśniona kolorowymi światłami, głównie w
gamie czerwieni. Na samym środku znajduje się główna scena z największym
parkietem do tańca oraz oczywiście z centralnie ulokowaną rurą. Po bokach
ustawiono dwa mniejsze podesty, które są chwilowo puste. Centralne podium jest
okrążone sofami, na których siedzi trzech znudzonych mężczyzn, oczekujących na
kolejny występ. W całym klubie znajduje się maksimum dziesięć osób i jest to o
wiele większa liczba, niż się spodziewałam, jadąc tutaj.
Nagle
coś miga mi z lewej strony. Pospiesznie odwracam głowę, po czym zauważam, że na
ścianie nad barem znajduje się podwieszany wybieg. Blondynka w obcisłym stroju
pada na podłogę, przyjmując pozycję, jakby właśnie ujeżdżała przeszklony
parkiet. Będę potrzebowała dużo alkoholu, żeby wymazać to wszystko z pamięci.
Próbuję
nie zwrócić uwagi żadnego z klientów i przemykam niezauważenie jak ninja. Nina
raz łaskawie mi wytłumaczyła, gdzie znajduje się przebieralnia, więc liczę, że
nie pomylę drzwi. Inaczej mogłabym zobaczyć o wiele więcej, niż bym chciała.
Udaje mi się namierzyć czerwoną bramę, a następnie biegnę do niej tak szybko, jakby
od tego zależało moje życie. Niespodziewanie w środku zauważam nagie kobiety,
które ani trochę nie czują skrępowania. Dwie tancerki bez staników ze sobą
rozmawiają, a inna właśnie depiluje cipkę. Szczęka opada mi na samą podłogę
przez ten widok. Przepraszam je cicho, przemykam obok, po czym biegnę do
łazienki.
– Nina?
– wołam przyjaciółkę, przechodząc obok kabin. Znienacka jedne z drzwiczek się
otwierają, mijając mój nos o milimetry.
Na
podłodze siedzi zapłakana Nina z rozmazanym po całej twarzy makijażem. Jej
wielkie niebieskie oczy są przepełnione smutkiem, a łzy spływają po wyrazistych
kościach policzkowych. Nie wygląda na to, by ten wodospad miał szybko wyschnąć.
Bez większego namysłu przysiadam obok niej i mocno ją przytulam.
–
Teraz mi powiesz, co się stało? – szepczę jej do ucha, delikatnie ją kołysząc.
–
Mój kostium – odpowiada rozżalona Nina. – Zniknął. Jestem pewna, że któraś z
tych zdzir go ukradła.
Moje
podenerwowanie zaczyna zbliżać się do granicy wybuchu, ale staram się jeszcze
zachować jakimś cudem spokój. Liczę do stu, zanim pozwolę ustom się otworzyć.
–
Masz przecież dziesięć różnych strojów u siebie w szafie – stwierdzam,
odsuwając ją od siebie. Nawet w tej chwili ma na sobie strój łudząco
przypominający jej kreację do tańca, czyli stanik i kuse majtki.
–
Ale tamten sama uszyłam! – tłumaczy podniesionym tonem.
–
Myślałam, że coś ci się stało! – warczę wkurzona, potrząsając głową w
niedowierzaniu.
–
Poza tym resztę kostiumów musiałam wyrzucić – mówi cicho. – Został mi tylko
tamten jeden.
Wzdycham
głęboko przed ponownym spojrzeniem na nią. Kruczoczarne włosy opadają na jej
twarz, tak że przypomina upadłą anielicę. Jest spełnieniem grzesznych pragnień
każdego mężczyzny.
–
A co w tej chwili masz na sobie? – pytam zbita z tropu, przyglądając się bacznie
ubraniu.
–
To jest przecież bielizna! – odpowiada mi zdenerwowana. Nie wiem, co to za
różnica, ale nie będę się z nią kłócić.
–
Wstawaj, jedziemy do domu. – Chwytam ją za ramiona, po czym podciągam do góry.
Jest
wyższa ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów, a fakt, że nie założyłam przed
wyjściem obcasów, tylko pogarsza moją sytuację – sięgam jej idealnie pod pachę.
Przypadkiem
zerkam w lustro i dopiero teraz dostrzegam, w czym wyszłam. Różowe legginsy w
lamparcią skórkę oraz bluzka z Garfieldem nie są odpowiednie do opuszczenia
własnego mieszkania. Nawet czarny kardigan z koronką nie jest w stanie tego
uratować, tylko jeszcze bardziej pogarsza tę stylizację. Wyglądam, jakbym
uciekła z domu wariatów. Pora jak najszybciej się stąd ewakuować, ratując
resztki godności.
–
Dobrze, że nie założyłaś kostiumu z jednorożcem. – Odwracam głowę w stronę
Niny, której magicznie poprawił się humor. Zaczęła się ze mnie śmiać, nawet nie
zwracając uwagi, że zabijam ją wzrokiem.
–
Ruszaj swój kościsty tyłek. Nie mam całej nocy – warczę, próbując zakryć jak
najwięcej własnego ciała.
Tancerki
wyszły na sceny, więc Nina może zabrać rzeczy bez zbędnych pytań, a następnie ruszamy
do wyjścia. Światła w sali pociemniały i zostały skupione w strefach, gdzie
odbywają się pokazy. Gdy z głośników zostaje puszczona piosenka Earned It,
na główny parkiet wychodzi dziewczyna, która przed chwilą się jeszcze goliła.
Dostrzegam jej długie nogi, nieziemską sylwetkę i do tego te płomienne włosy. Ma
na sobie złoty strój z mnóstwem diamencików podkreślających jej urodę. Nagle
Nina rusza biegiem w stronę tancerki, po czym się na nią rzuca.
–
Ty głupia, tania szmato! – wrzeszczy moja przyjaciółka.
To
pomaga mi się wyrwać z chwilowego otępienia. Klnę pod nosem i nie czekając dłużej,
wskakuję na podest. Obie dziewczyny szamoczą się po parkiecie jak dzieci z
przedszkola walczące o tę samą zabawkę. Nagle Nina siada na rywalce okrakiem, a
potem zaczyna ją podduszać.
–
Kto ci pozwolił dotykać moich rzeczy?! – pyta, zaciskając dłonie coraz mocniej
na szyi rudowłosej kobiety.
Łapię
Ninę od tyłu, starając się odciągnąć ją od biednej dziewczyny. Może faktycznie
była winna tej sytuacji, ale czy to powód do robienia takiego przedstawienia? Powoli
zbliżamy się do krawędzi, a ja nadal trzymam przyjaciółkę mocno w talii. Jeśli teraz
ją puszczę, to z tamtej tancerki zostanie mokra plama na podłodze.
–
Jesteś zazdrosna, bo to ja wyglądam lepiej w tym kostiumie – stwierdza ruda
leżąca na ziemi i piekło rozpoczyna się od nowa.
Nina
wydaje dźwięki jak rozjuszony byk, po czym znienacka wyrywa się z mojego
uścisku. Przypadkowo popycha mnie do tyłu, przez co moja noga zwisa w powietrzu
poza sceną. Serce bije mi jak szalone, kiedy spadam do tyłu jak kłoda. Z
impetem uderzam tyłkiem w podłogę, jednak moja głowa trafia na coś bardziej
miękkiego. Dzięki Bogu, że te sofy są tak blisko sceny, ponieważ właśnie
uratowały mnie przed wizytą w szpitalu. Zaczerpuję głęboki oddech, a po paru
sekundach unoszę powieki. Dopiero teraz dostrzegam wpatrzone we mnie szare oczy.
Nie
jestem w stanie poruszyć nawet jednym palcem, bo z jakiegoś powodu czuję się zahipnotyzowana
przez te tęczówki. Jakby zniknął cały panujący wokół chaos, pozostawiając
wyłącznie te tajemnicze oczy oraz ich właściciela. Powinnam się ruszyć, jakoś
zareagować, lecz nie jestem w stanie. Moja przyjaciółka potrzebuje pomocy, ale
dla mnie wszystko dzieje się jak w zwolnionym tempie. Mężczyznę otula mroczna i
dzika aura, która jeszcze bardziej mnie do niego przyciąga.
–
Złotousty ściąga coraz dziwniejsze kurwy. – Słyszę obok siebie męski szept,
jednak nie jestem w stanie skupić na nim uwagi. Zostałam zamknięta w więzieniu
szarości i nic innego dla mnie nie istnieje.
Niespodziewanie
jego wyraz twarzy z zaskoczonego zmienia się w pewny siebie, a lewy kącik
wąskich ust wędruje w górę, jakby mężczyzna się uśmiechał, choć ten ruch bardziej
przypomina drapieżnika patrzącego na kolejną ofiarę. Dopiero teraz zauważam
bliznę przecinającą całą twarz od prawego oka przez nos i policzek oraz jeszcze
jedną, która znajduje się poniżej, znacząc jego usta. Moje ciało sztywnieje ze
strachu, gdy myślę o tym, co musiało mu się przytrafić, że został tak paskudnie
okaleczony. Powoli przybliża do mnie swoją głowę, a ja nadal tkwię zamknięta w
celi stalowych oczu.
–
Stęskniłaś się za mną, kiska?
– pyta mnie.
Słysząc
jego ochrypły głos, wracam do rzeczywistości jak rażona prądem. W tej samej
chwili dostrzegam, że moja ręka leży bardzo blisko jego krocza. Czuję, jak
policzki zamieniają się w dwa jaskrawe pomidory.
–
Najmocniej przepraszam – szepczę zażenowana, jak najszybciej się cofając. Niespodziewanie
uderzam głową o parkiet tak mocno, że na chwilę zostaję zamroczona. Od kiedy
robią je takie wysokie? Widzę tylko przerażającą ciemność, która mnie pochłania.
Bogowie dzisiaj pogrywają sobie z moim życiem.
Jedną
ręką łapię się za potylicę, a drugą pomagam sobie wstać, po czym jak niezgrabna
gazela wskakuję po raz drugi na scenę. Dziewczyny turlają się po całym
parkiecie, wykrzykując mnóstwo wulgaryzmów. Wzdycham głęboko, gdy ruda tancerka
siada okrakiem na Ninie, a potem bije ją po twarzy.
Moja
cierpliwość się skończyła, więc łapię dziewczynę za włosy, powstrzymując ją od
zadania kolejnych ciosów. Okazuje się to zaskakująco łatwe, lecz w tym samym
czasie Nina ciągnie za górną część kostiumu, aż mnóstwo diamencików spada na
podłogę. Pospiesznie skupiam wzrok na dziewczynie, dostrzegając, że jej stanik
został rozwalony i właśnie świeci piersiami przed widownią. Czy ta noc kiedyś
się skończy? Pomagam przyjaciółce wstać, po czym wpadam w pułapkę szarych oczu,
które bacznie obserwują mój najmniejszy ruch. Ta dzikość otaczająca mężczyznę
sprawia, że czuję się jak zraniona zwierzyna, której strach jest podsycany
przez wilka.
–
Zwalniasz mnie?! – wrzeszczy Nina. – Dobry żart. Jeszcze będziesz żałował tej
decyzji. Oni wszyscy przychodzili tylko dla mnie, a nie dla twoich dup
brzydkich jak noc. – Przyjaciółka ciągnie moje ramię, ratując mnie z tego
więzienia przerażającej nicości.
Przez
nasze przedstawienie wszyscy szepczą między sobą, wytykając nas palcami. Wzdycham
zażenowana, po czym idę za Niną. Po wyjściu na zimne powietrze Warszawy
przyjaciółka nieoczekiwanie zdejmuje spodnie, które wcześniej założyła, wypina
się, a potem ostentacyjnie wali się po tyłku.
–
Jeszcze będziesz mnie błagał, żebym wróciła! – krzyczy na cały głos, a ja nie
potrafię powstrzymać śmiechu. Staram się naciągnąć na nią ubranie, jednak ona
tylko mocniej się szarpie.
–
Do kogo ty wrzeszczysz, wariatko? Nikogo tam nie ma! – odpowiadam jej, wiążąc
jej spodnie w pasie.
–
Och, on tam jest – mówi, wskazując na szyld klubu. – Tak jak zawsze – dodaje
nieco ciszej. Wpatruję się we wskazane przez nią miejsce, lecz niczego nie
widzę.
– Sypiałaś
z szefem? – rzucam zainteresowana, a ona odpowiada tylko tym dobrze mi znanym zboczonym
uśmiechem. – Po co ja w ogóle pytam? Przecież ty przeleciałaś już całą
Warszawę.
Aura
smutku bezpowrotnie znika i wraca stara dobra Nina. Biorę ją pod ramię, a
następnie ciągnę w stronę samochodu. Trzeba tę wariatkę szybko zawieźć do domu,
to może jeszcze uda mi się chwilę pospać.