Cora Reilly - Złączeni obowiązkiem - Wydawnictwo NieZwykłe - Recenzja

Cora Reilly - Złączeni obowiązkiem - Wydawnictwo NieZwykłe - Recenzja

Czasami ciężko było rozróżnić między tym, co słuszne, a tym, co złe, ponieważ wszystkie ścieżki mafii były ubroczone krwią.

Złączeni Obowiązkiem to drugi tom serii Born in Blood Mafia Chronicles opowiadająca historię Dantego Cavallaro i Valentiny. Bardzo mnie zaskoczył ten tom nie spodziewałam się, że to będzie tak dobra historia. Czytałam ją z zapartym tchem i nie mogłam się od niej oderwać, bo chciałam wiedzieć jak się skończy ta szalona, pełna napięcia, brutalności opowieść.

Jestem gnojkiem bez serca, Valentino. Nie próbuj dostrzec we mnie czegoś innego. Garnitur i twarz bez emocji to cienka warstwa zakrywająca pierdoloną otchłań, jaką są moja dusza oraz serce. Nie próbuj dostrzec, co znajduje się za nią. Nie spodoba ci się to, co tam znajdziesz.

Valentine i Dantego połączył obowiązek, obydwoje po stracie swoich ukochanych zostali wdowcami. Jednak w świcie mafii nic nie jest proste. Mimo, że Dante kochał swoją zmarłą żonę, i nie mógł o niej zapomnieć, musiał ponownie wyjść za mąż i spłodzić dziedzica, więc wybrał sobie Valentine. Ona była dla niego kandydatką idealną, bo świeżo co po stracie swojego męża nie będzie chciała nawiązywać z nim relacji, a on by miał spokój i mógłby dalej opłakiwać swoją ukochaną żonę. Jednak jak się okazało strasznie się mylił, Valentina pragnęła go całą sobą. Jej pierwszy związek był tylko przykrywką, chroniła tym swojego przyjaciela geja, nie kochała go tak jak żona kocha męża to była tylko przyjaźń. Nigdy nie miała okazji poczuć się jak to jest być kobietą, bo nigdy nie była z mężczyzna, a jej pierwsze małżeństwo nie było skonsumowane i liczyła, że w końcu się to zmieni. Była mocno zdeterminowana i na każdym kroku kusiła Dantego, jednak on nie był nią zainteresowany. Traktował ją chłodno, przez co Val czuła się odepchnięta i samotna.

Czy Valentinie uda się w końcu roztopić pokryte lodem serce Dantego?
Czy Dante w końcu upora się, że przeszłością i pozostawi ją za sobą, spoglądając ku przyszłości?

Wszyscy milczymy, ponieważ jesteśmy związani honorem i obowiązkiem.

Złączeni Obowiązkiem to historia dwóch dusz, które straciły bliską osobę. Będą musieli sprostać nie tylko uczuciom, które w nich się będą kotłować, ale także niebezpieczeństwom i intrygą. W świecie mafii nie ma czasu na błędy, bo każdy z nich może kosztować życie.

W tej części możemy także spotkać się przelotnie z bohaterami pierwszego tomu czyli Luca i Arii oraz jej zbuntowaną siostrą Gianna, która swoją historię będzie miała w trzecim tomie serii i już nie mogę się doczekać.

Jeśli lubicie dreszczyk emocji i zaskakujące zwroty akcji oraz brutalny świat mafii to jest to lektura dla was. I pamiętajcie koniecznie czytajcie od pierwszego tomu! :)

 Moją opinię pierwszego tomu możecie znaleźć tutaj -> Złączeni honorem. 


Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu 

 Riva Scott - Smak pokusy - Wydawnictwo WasPos - Recenzja Patronacka

Riva Scott - Smak pokusy - Wydawnictwo WasPos - Recenzja Patronacka

 „Czasem potwór czai się bliżej niż nam się wydaje, w osobie, która powinna kochać cię bezwarunkowo.”

Maria Reyes (Ria) po śmierci swojego ojca musiała szybko dorosnąć i przejść przez piekło, które zgotowała jej matka. Poświęciła swoje życie, dla rodzeństwa i wcale tego nie żałuje bo Marcus i Victoria są dla niej najważniejsi. Zawsze wierzyła, że na realizację planów i marzeń nigdy nie jest za późno.

Nagle i niespodziewanie do jej życia wkracza zabójczo przystojny Carter. Stawia ją to przed nie lada wyzwaniem: pozwolić, aby namiętność przejęła nad nią kontrolę, czy może nadal ukrywać się w swojej bezpiecznej skorupie.

Czy Ria oderwie się od swojej przeszłości i zaryzykuje przyszłość?

„Ta kobieta będzie moją zgubą, jest pokusą w czystej postaci, a ja miałem ogromną ochotę poznać jej smak.”

Carter Green najbardziej rozchwytywany kawaler i biznesmen w San Francisco. Nie cofa się przed niczym, jeśli czegoś chce zawsze to dostaje. Teraz pragnie jedynie temperamentnej, zadziornej hiszpanki o niewyparzonym języku.

Ich pierwsze spotkanie, było epickie, wręcz "krwiste", jeśli przeczytacie to zrozumiecie o co mi chodziło. Napięcie pomiędzy nimi było nie do wytrzymania, ale ja lubię takie zadziory. Jeśli myślicie, że to kolejna historia jakich wiele to się mylicie. To gorąca historia z pieprzykiem, która was rozgrzeje do czerwoności, przyprawi o szybsze bicie serca nie tylko z rozkoszy, ale i poprzez wątki, które zaskoczą was swoją nieprzewidywalnością i nutką kryminału.

Poza głównymi bohaterami autorka wykreowała też świetne postaci drugoplanowe. Jedni z nich to Savannah przyjaciółka Ri, która jest mega wybuchową kobietą z pazurkami, która ma swoje złe doświadczenia. Johnny szofer i przyjaciel Cartera, który jest bardzo intrygującym facetem. O tej wybuchowej parce, będzie mogli przeczytać w drugim tomie pt. Smak Tajemnicy. Ja nie mogę się już doczekać.

„Byliśmy dwiema osobnymi duszami, dryfującymi w oceanie obcych ciał, gdy los połączył nas w jedno. Jak kwiat potrzebuje wody by rosnąć, tak ja potrzebowałem Marii Reyes by żyć. Była moim całym światem, na niej się zaczynał i kończył i tak będzie już zawsze.”

Smak Pokusy to bardzo udany debiut autorki, która pokazuję nam jak życie potrafi z nas zakpić, ale też jak bardzo potrafi być przewrotne. Historia Ri i Cartera pokazuję, że prawdziwa miłość przezwycięży każdą przeszkodę i najstraszniejsze zło jakie życie może na nich rzucić.

Jest to rollercoaster emocjonalny od samego początku do samego końca będziecie przeżywać z bohaterami ich zloty i upadki. Poprzez śmiech, złość i łzy wzruszenia. Ta historia zawładnie waszymi sercami i nie będziecie w stanie jej odłożyć ani na moment!

W moim sercu kotłuję się tyle emocji i uczuć, że nawet sobie nie wyobrażacie CARTER, który skradł mnie już od samego początku, mój jaskiniowiec i Ria zadziorna i waleczna o kruchym serduszku może trochę tak jak i ja. Ich historia jest mi bliska sercu, bo razem z autorką przeżywałam, każdy rozdział jaki pisała, a ja chciałam tylko więcej i więcej...

Tak na zakończenie już chcę wam tylko powiedzieć, że naprawdę polecam wam Smak Pokusy, takiej historii nigdzie nie znajdziecie!


Dziękuję mojej kochanej Rivi Scott za zaufanie i wydawnictwu 

 Georgia Cates - Piękno Miłości - Wydawnictwo NieZwykłe - Zapowiedz Patronacka

Georgia Cates - Piękno Miłości - Wydawnictwo NieZwykłe - Zapowiedz Patronacka

Z wielką przyjemnością przedstawiam wam książkę, którą wzięłam pod swoje skrzydła. W tym roku, jest to mój kolejny już patronat z którego bardzo się cieszę. Piękno Miłości to trzeci tom cyklu Beauty. Zostanie wydana przez Wydawnictwo NieZwykłe. Dwa poprzednie tomy to Piękno bólu i Piękno oddania. Opinię tych dwóch książek możecie przeczytać na blogu.  

Georgia Cates mieszka w wiejskim i malowniczym miasteczku w stanie Missisipi z jej wspaniałym mężem Jeffem i ich dwiema pięknymi córkami. Zanim zdecydowała się spełniać swoje marzenia o byciu pisarką, przez czternaście lat pracowała jako położna. Mimo przeszkód jakie napotkała na swojej drodze, nigdy się nie poddała, a pisanie książek to dla niej przyjemność. Każda historia pochodząca od niej ma zawsze piosenkę, która ją inspiruję. 


Opis;

Opowieść o miłości pięknej Amerykanki i bogatego Australijczyka.

Jack Henry McLachlan nie sądził, że dostanie od życia aż tak wiele. W Laurelyn Prescott odnalazł wszystko, nawet to, czego – wydawało mu się – nie chciał i nie potrzebował.

Szczęście młodej pary nie trwa jednak długo. Czar pryska wraz z powrotem mrocznej przeszłości Jacka. Mężczyzna chce ochronić ukochaną przed konsekwencjami popełnionych przez niego grzechów, lecz szybko okazuje się to niemożliwe. Nie ulega wątpliwości, że oboje będą musieli stawić im czoła.

Czy Jack i Laurelyn pokonają przeciwności losu?
Czy znowu będą szczęśliwi?


Mam dla was pierwszy rozdział dla umilenia wam czasu w czekaniu na książkę


Rozdział Pierwszy
LAURELYN McLACHLAN

To niewiarygodne. Obudziłam się przed Jackiem Henrym, dzięki czemu mogę się mu przyglądać. Nawet gdy śpi, wygląda bardzo atrakcyjnie. Jednak nie to sprawia, że ten poranek jest czymś nowym. Jego wyjątkowość polega na tym, że po raz pierwszy budzę się u boku męża.
            Wow. Zrobiłam to. Wyszłam za mężczyznę, który rok temu zaproponował mi trzymiesięczny układ. Na początku jego pomysł na naszą relację był zupełnie inny – niezobowiązujący seks w zamian za spędzenie z nim najlepszych chwil mojego życia. Mówiąc dosadnie? Zgodziłam się zostać jego dziwką. Proszę bardzo, przyznałam się do tego, ale nie ukrywam, że była to najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjęłam, bez względu na okoliczności. Teraz jest moim mężem i nie mogłabym być szczęśliwsza.
            Nigdy nie będzie numeru czternastego.
Zaczęliśmy jako nieznajomi – podobnie jak wiele innych par – jednak nasz początek był o wiele bardziej skomplikowany. To proste słowo sprawia, że chichoczę za każdym razem, gdy je słyszę albo wypowiadam. Nie ma chwili, żebym sobie nie przypominała, jak zawzięcie mówił mi, że jest mężczyzną, który nie uznaje niczego, co skomplikowane. Jak bardzo się mylił. Okazało się, że wywróciłam jego świat do góry nogami. Świadomość, że mam nad nim taką władzę, sprawia, że czuję się niezwyciężona. Uwielbiana. Ktoś mógłby stwierdzić, że nasza znajomość zaczęła się w bardzo dziwaczny sposób. W przeszłości sama tak myślałam, ale potem staliśmy się dla siebie kimś więcej, niż którekolwiek z nas się spodziewało. Teraz jesteśmy państwem McLachlan i czeka nas wspólna przyszłość. Przyszedł czas, żebyśmy napisali własną historię – a najlepiej wyryli ją w kamieniu.
Patrząc na twarz męża, widzę, że jego gałki oczne poruszają się pod powiekami, co oznacza, że śni. Zastanawiam się, co mężczyzna taki jak on widzi w snach. Cokolwiek to jest, nie chcę mu przeszkadzać, więc przemieszczam się ostrożnie na brzeg łóżka i zsuwam nogi na podłogę sypialni w samolocie. Oglądam się przez ramię, by mieć pewność, że mój mąż nadal śpi. Nawet nie drgnął, zatem wstaję ze zwinnością złodzieja skradającego się nocą po domu.
Po wyjściu z łazienki wsuwam się do łóżka równie sprawnie, co z niego wyszłam. Jestem z siebie dumna, bo udało mi się zakraść do Jacka Henry’ego, nie budząc go przy tym. Wtedy jednak zdaję sobie sprawę, że za wcześnie zaczęłam wiwatować, bo nagle Jack Henry się podrywa i przyciska mnie do łóżka, uśmiechając się szeroko.
– Dzień dobry. – Nachyla się z coraz szerszym uśmiechem, a jego usta ledwie muskają moje. – Moja żono. – Dotyka czołem mojego czoła. – Wiesz… Podoba mi się, jak to brzmi.
– Lepiej, żebyś to uwielbiał.
– Hmm. Im dłużej będziemy razem…
Popycham go, po czym siadam na nim okrakiem.
– Skoro mowa o długości… – Pochylam się tak, że nasze wargi prawie się stykają. – Gdybym tak bardzo, bardzo się postarała… Ocieram się o niego.
Przesuwa rękami po moich udach, aż spoczywają na biodrach.
– Myślę, że ta długość nie będzie potrzebowała tylu starań.
– Pan i te pańskie grzeszne usta, panie McLachlan.
– Kocha pani te grzeszne usta, pani McLachlan, i wszystko, co nimi pani robię. – Już mi to mówił.
Sunie dłońmi wzdłuż moich boków i nagle obraca się tak, że znowu ląduję na plecach. Zaczyna wędrować ustami w dół mojego ciała, aż dociera do pępka.
– Jeszcze język. Nie zapominaj, że to, co nim robię, także uwielbiasz.
Gdy liże pępek, przeczesuję palcami jego włosy, delikatnie drapiąc skórę na czubku głowy.
– Nie mogłabym zapomnieć o tym niezmiernie utalentowanym języku. Ani o tym, jak cudownie czułam się dzięki niemu zeszłej nocy.
Patrzy na mnie z szerokim uśmiechem.
– Czy nasza noc poślubna spełniła wszystkie twoje oczekiwania?
Nie mogę uwierzyć, że o to pyta.
– Była idealna. Taka, jak sobie wymarzyłam, a nawet lepsza. Nie wiedziałam, że mogę być taka szczęśliwa.
– Miniona noc okazała się zupełnie inna, niż sobie wyobrażałem. – Splata palce, kładzie je na moim brzuchu, a na nich opiera podbródek. – Tak wiele razy się kochaliśmy, ale nigdy nie sądziłem, że jako małżeństwo przeżyjemy to inaczej.
Znowu przeczesuję jego włosy. Nie wiem, co powiedzieć. Widzę, że czeka na odpowiedź, lecz nie potrafię nic wydusić. Mam wrażenie, że serce mi zaraz pęknie z miłości do tego człowieka.
– No weź, L. Swoim milczeniem sprawiasz, że robię się ckliwy.
Skinieniem proszę go, żeby się do mnie zbliżył, a gdy nasze oczy znajdują się na jednym poziomie, przesuwam dłońmi po jego policzkach.
– Masz rację. Nigdy nie było między nami aż tak intymnie i chyba nie mogłabym czuć się z tobą bardziej połączona.
Zakłada mi włosy za uszy, po czym dotyka czołem mojego czoła.
– Jesteś całym moim światem i zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa.
– Tylko ciebie potrzebuję do szczęścia.
Kiedy wtula twarz w moją szyję, czuję jego zarost.
– Na ślubie miałeś taką gładką twarz – mówię. – Nie mogę uwierzyć, że tak szybko zarastasz.
Podnosi głowę i przesuwa ręką po podbródku.
– Przeszkadza ci?
– Nie. Lubię twój zarost. Jest seksowny. Nie miałabym nic przeciwko, jakbyś trochę go zapuścił.
– Ale tylko trochę, tak? – upewnia się. – Nie masz na myśli takiej brody, jaką miałem kilka miesięcy temu?
Nigdy nie widziałam, żeby był tak zarośnięty.
– Nie wiedziałam, że zapuściłeś brodę.
– Byłem załamany po tym, jak pewna bezimienna dama mnie opuściła, i po prostu się zaniedbałem.
Nie tylko on źle to znosił.
– Ja też byłam załamana, ale nie zapuściłam brody. Zamiast tego pozbyłam się refleksów, bo jasne kosmyki gryzły się z moim samopoczuciem.
– Jak już zapuściłem tę brodę, znalazłem siwe włosy. – Wskazuje na skronie. – Tutaj też.
Chwyciwszy go za głowę, przechylam ją tak, żeby móc się przyjrzeć.
– Naprawdę?
– Tak. Siwieję. – Śmieje się. – Czy masz świadomość, że poślubiłaś starca?
Nadal trzymam go za głowę, więc poruszam nią tak, żeby musiał na mnie spojrzeć.
– Masz trzydzieści lat. To niedużo. Zrozumiano?
Pociera nosem o mój nos.
– Po twoim zniknięciu przeszedłem piekło, więc to na ciebie zrzucam winę za moje pierwsze siwe włosy.
Przesuwa nosem wzdłuż mojej szyi.
– Czy to oznacza, że więcej się ich nie pojawi, skoro nigdy nie zamierzam odejść? – pytam. – Nawet jeśli wywalisz mnie na bruk?
– Wybacz. Obawiam się, że to nieuniknione. Włosy mam po tacie, a on w wieku czterdziestu pięciu lat był prawie całkiem siwy. Nie masz więc zbyt wielu lat na cieszenie się młodo wyglądającym mężem.
Wyobrażam sobie Jacka Henry’ego z siwymi włosami. Nie wątpię, że z wiekiem będzie coraz przystojniejszy – jak Richard Gere.
– W takim razie, gdy ludzie będą nas widzieć za dziesięć lat, pomyślą, że małolata prowadza się ze swoim sponsorem?
Śmieje się.
– Nie, zobaczą wokół nas stadko małych Laurelyn i domyślą się, że byłem wystarczająco cwany, żeby przywłaszczyć sobie ciebie za młodu, kiedy jeszcze miałem u ciebie szanse.
– A ile dzieci to dla ciebie stadko?
Zbliża usta do mojego ucha.
– Kilkoro – szepcze.
Nie pozwalam, by moją uwagę rozproszyło mrowienie między nogami, wywołane jego bliskością.
– Ile dzieci mieści się w tym „kilkoro”, zależy od tego, z kim rozmawiasz.
Przeczesuje palcami moje włosy, muskając kciukiem skórę pod uchem.
– Kiedyś powiedziałaś mi, że widzisz siebie z trójką.
– Troje to kilkoro, ale nie powiedziałabym, że stadko.
– Wiem, ale chciałbym namówić cię na więcej. – Gdy znowu przesuwa nosem po mojej szyi, czuję jego ciepły oddech. Wie, jak mnie to podnieca. – I bardzo chciałbym zachęcić cię do majstrowania pierwszego już teraz.
Jak zaczęliśmy się widywać, nie chciał nawet myśleć o żonie ani dzieciach. Wyobrażając sobie swoją przyszłość, widziałam w niej męża – którego już mam – ale z dziećmi wolałabym poczekać. Zanim powiększymy rodzinę, chcę się nim nacieszyć, spędzając chwile we dwójkę.
– Dlaczego jesteś taki niecierpliwy? – pytam. – Jesteśmy małżeństwem niecałą dobę. Nie chcesz pożyć przez jakiś czas tylko we dwoje?
Przekręca się na plecy i wbija wzrok w sufit.
– Skąd ten pośpiech?
Wzdycha, po czym kładzie się na boku, twarzą do mnie.
– W rodzinie ojca od dawna pojawiają się choroby serca – wyjaśnia. – Ma pięćdziesiąt pięć lat i pierwsze problemy za sobą. Jego brat pierwszy atak serca miał jeszcze przed pięćdziesiątką. Boję się, że mnie za dwadzieścia lat czeka to samo, więc chcę powiększyć rodzinę i nie marnować czasu, tylko spędzić go z dziećmi, dopóki jesteśmy młodzi i zdrowi.
To dlatego miał nadzieję, że jestem w ciąży. Boi się, że młodo umrze. Nie miałam pojęcia, że trapi go coś takiego.
– Nie wiesz, czy też będziesz miał takie problemy.
– A ty nie wiesz, czy nie będę ich miał. – Chwyta mnie za kark i przyciąga do siebie. – Obiecaj, że to przemyślisz.
Ten piękny człowiek chce stworzyć ze mną nowe życie – małych ludzi, którzy będą wyglądać jak my. Kiedyś powiedział mi nawet, że właśnie to widział, gdy wyobrażał sobie naszą przyszłość. Chcę spełnić jego marzenia – a dzieci tylko ja mogę mu dać – więc dlaczego miałabym się nie zastanowić?
– Pomyślę o tym. Obiecuję.
– Dziękuję. – Całuje mnie z ogromną czułością. Nie ma w tym nagłości, która cechuje wiele naszych pocałunków.
Ten jest słodki i sprawia, że czuję się kochana.
– Tak bardzo cię kocham, L.
– Ja ciebie też kocham, ale musisz mi obiecać, że będziesz się ze mną dzielił swoimi lękami i obawami. Jestem twoją żoną i chcę wiedzieć wszystko. Poznać wszystkie twoje pragnienia, marzenia, a zwłaszcza lęki. – Musi zrozumieć, że nie ma powodu, dla którego miałby to przede mną ukrywać.
Dotyka palcem czubka mojego nosa.
– Ty. Ty jesteś moimi pragnieniami i marzeniami.
Wciągam go na siebie.
– Wiesz, co powiedzieć, żeby dobrać się kobiecie do majtek.
Przesuwa dłońmi po moich nagich biodrach.
– Żebym mógł to zrobić, powinnaś jakieś nosić, pani McLachlan.
– Ups. – Kładę na ustach dwa palce. – Masz rację. Pan McLachlan zdjął je wiele godzin temu.
– Nie założyłaś ich, a teraz leżysz pode mną całkiem naga.
Obejmuję go nogami, przyciągając bliżej.
– Zrobiłam to z dobrych pobudek. Chociażby po to, żebyś miał łatwiejszy dostęp.
Głaszcze mnie po udach, po czym je ściska.
– Łatwiejszy dostęp. Podoba mi się to. W takim razie powinnaś ciągle chodzić bez majtek.
– Może tak zrobię. – Wpija się w moje usta.
Zsuwam ręce niżej i chwytam jego dwa idealne pośladki.
– Uwielbiam twoje… australijskie pośladki.
Muska ustami to specjalne miejsce pod moim uchem.
– Australijskie, co? – szepcze ledwo słyszalnie. – Czyżby moja Jankeska tak szybko zaczęła się lubować w australijskich przysmakach?
– Może. – Przesuwa ustami po mojej szyi. – Jak widać. Im dłużej tu będę, tym więcej będzie tej australijskości w moim życiu.
Czuję nagłą utratę wysokości. Jack Henry jednak patrzy na mnie niewzruszony.
– Chyba niedługo będziemy lądować. – Unosi się, by sięgnąć po telefon, który leży na szafce nocnej. – Cholera. Wszystko o czasie.
Z głośników rozlega się głos pilota.
– Zbliżamy się do Maui, więc zgodnie z planem będziemy lądować za piętnaście minut. Miło było odbyć z państwem ten lot, państwo McLachlan. Wygląda na to, że w trakcie podróży poślubnej będą się państwo cieszyć wspaniałą pogodą. W tej chwili na Maui jest dwadzieścia jeden stopni, a w ciągu dnia temperatura wzrośnie do dwudziestu ośmiu. Ponadto ciągle ma być słonecznie.
Robię smutną minę.
– Tylko piętnaście minut.
– Wiem. To nie wystarczy, żebym zrobił z tobą to, co bym chciał. Poza tym musimy się ubrać i na czas lądowania usiąść w fotelach i zapiąć pasy. – Całuje mnie jeszcze raz. – Jak już wylądujemy, będziemy mieli mnóstwo czasu, żeby robić wszystko, co tylko będziemy chcieli. Zostaniemy tyle, ile będziemy potrzebować.
Daje mi słodkiego buziaka i wstaje. Jest nagi, więc gdy grzebie w walizce, mogę podziwiać, jak wygląda z tyłu. Jest taki cudowny. I cały mój.
Idąc jego śladem, szukam sobie ubrań. Decyduję się założyć pierwsze rzeczy, które znajduję. Wybór pada na kwiecistą sukienkę na ramiączkach oraz fuksjowy kardigan. Będą się cudownie prezentować w połączeniu z lei[1], który dostanę po lądowaniu.
Ubrani, odświeżeni i z umytymi zębami, zapinamy pasy. Teraz nie mieliśmy na to czasu, ale gdy już dotrzemy do hotelu, przygotuję sobie długą, gorącą kąpiel, podczas której – mam nadzieję – będzie mi towarzyszył Jack Henry. Liczę, że w naszym apartamencie będzie się znajdował duży prysznic, pod którym oboje się zmieścimy, bo mam w planach dużo niegrzecznych rzeczy, które chcę zrobić mojemu mężowi.
Podczas lądowania Jack Henry trzyma mnie za ręce, a gdy koła dotykają płyty lotniska, oddycham z ulgą. Trochę już przywykłam do latania, występując z Southern Ophelia, ale zdecydowanie lepiej czuję się na lądzie.
– Często przylatujesz na Hawaje?
– Tak, byłem tu wiele razy. – Unosi moją dłoń do ust i całuje knykcie. – Ale cieszę się, że swój pierwszy raz tutaj spędzisz ze mną.
Zastanawiam się, po co przylatywał na Hawaje. Może z rodziną? Może w sprawach służbowych? A może po prostu z towarzyszką, dla rozrywki? Czuję ukłucie zazdrości. Żałuję, że myślę o takich sprawach podczas miesiąca miodowego, ale z natury jestem ciekawską osobą.
– Ile razy?
Odpowiada od razu:
– Dużo. Nie jestem w stanie podać ci dokładnej liczby. Tata ciężko pracował przez cały rok, a potem brał dwa tygodnie wolnego, żebyśmy mogli tu przylecieć. Mama uwielbia to miejsce, więc zabierała nas tutaj, nawet jeśli tata nie mógł nam towarzyszyć. Zawsze zatrzymywaliśmy się w tym samym domku, dlatego jako dziecko czułem się tam jak w drugim domu.
– Zawsze przylatywałeś z rodziną?
– Nie. Raz przyleciałem bez niej.
– Sam czy z kimś? – Nie powinnam pytać, skoro mogę otrzymać odpowiedź, która mi się nie spodoba.
– Ze znajomymi. – Liczba mnoga. Co to znaczy? Ze znajomymi czy „znajomymi”?
On się śmieje, ale ja nie.
– Znajomymi?
– Lepszym określeniem byłoby „pijanymi kumplami z uczelni”, skoro mowa o ludziach, z którymi spędziłem tu czas bez rodziny.
Och, z tym sobie poradzę.
– Imprezowaliście tutaj?
– Tak, ale tylko raz. Moi znajomi zdemolowali dom, więc właściciel był wściekły. Nie chodziło o małe usterki. Mama pokryła koszty napraw, ale zagroziła, że zatłucze mnie na śmierć, jeśli coś takiego się powtórzy. – Uśmiecha się szeroko. – Wiedziałem, że nie żartuje, dlatego więcej ich tutaj nie zabrałem.
– Nie wątpię, że Margaret chciała skopać ci tyłek.
– Na pewno przywaliła mi torebką. Uwielbia to robić. Wie, że to nie boli, ale tak wygląda, więc jej odpowiada. Zrobiła to przy moich znajomych. Boże, czułem się wtedy upokorzony. I właśnie dlatego to zrobiła.
Śmieję się, wyobrażając sobie, jak teściowa tłucze torebką swojego studiującego syna w obecności jego przyjaciół.
– Widziałaś ją w akcji? Powinna zawodowo boksować. Potrafi ci przyłożyć co najmniej trzy razy, zanim się zorientujesz, że w ogóle wzięła zamach.
Uwielbiam Margaret. Będzie najlepszą teściową na świecie.
Mogłabym nauczyć się od niej paru rzeczy.
– Muszę ją poprosić, żeby pokazała mi parę ciosów.
– Kochanie, proszę, nie. Nie zniosę więcej ostrego traktowania. Chyba że w sypialni. – Pochyliwszy się, całuje mnie w szyję, przez co natychmiast czuję motyle w brzuchu. Uwielbia mi to robić.
– Spocznij, chłopcze. Jeszcze nie jesteśmy w hotelu.
Odsuwa się i widzę, że ledwo powstrzymuje uśmiech.
– Co? Ma pan coś w planach, panie McLachlan?
– Możliwe. To niespodzianka, pani McLachlan. I już nie mogę się doczekać, aż ją zaprezentuję.

***
Samochód zatrzymuje się chwilę przed tym, jak Jack Henry chwyta mnie za dłoń. Słyszę dźwięk otwieranych drzwi, więc zgaduję, że kierowca czeka, aż wysiądziemy.
            – Widzisz coś przez opaskę?
            Właśnie tak. Mąż zawiązał mi oczy w samochodzie, nie w sypialni.
            – Nic a nic. – To prawda. Widzę jedynie ciemność, co mnie dezorientuje. Ale nie tak, jak to, co teraz robimy. Staje się dla mnie oczywiste, że nie przyjechaliśmy do hotelu, tylko w jakieś zupełnie inne miejsce.
            Czuję, jak przesuwa się na siedzeniu i ciągnie mnie za rękę.
            – Chodź, kochanie.
            Kiedy wysiadam z auta, w oddali słyszę szum fal, a powietrze pozostawia na moim języku słonawy posmak. Jesteśmy na plaży. Nie rozumiem, dlaczego z lotniska przyjechaliśmy właśnie tutaj, zamiast zabrać rzeczy do hotelu i wziąć długi prysznic po wyczerpującym locie. Jest za wcześnie na pływanie. Poza tym mam na sobie sukienkę, nie kostium kąpielowy.
            Są to myśli zrzędliwej żony, więc je odsuwam. Jak mogę narzekać? Wyszłam za wymarzonego mężczyznę, który traktuje mnie jak królową. Mogłam skończyć o wiele, wiele gorzej.
            – Chodź za mną. – Stawiam drobne kroki w stronę, w którą mnie ciągnie. Nic nie widzę, ale z tego, jak trzyma mnie za ręce, wnioskuję, że idzie tyłem. – Nie bój się, L. Nie pozwolę ci upaść. Nigdy.
            Nawet przez chwilę nie wątpię w jego słowa.
            – Wierzę ci, ale instynkt podpowiada, że się przewrócę, i trudno mi to zignorować.
            – Jeszcze kawałek.
            Nie idę po piasku. Podłoże jest twarde, bardziej przypomina asfalt. Zatrzymujemy się jakieś dwadzieścia kroków dalej.
            – Zdejmę ci opaskę, ale chciałbym, żebyś zamknęła oczy i otworzyła je, dopiero gdy cię o to poproszę.
            – Dobrze.
            Nagle przez moje powieki przebija się światło słoneczne. Czuję jego ciepło na skórze.
            – Możesz otworzyć oczy – oznajmia.
            Wiatr rozwiewa mi włosy, które wpadają do oczu. Muszę potrząsnąć głową, żeby się ich pozbyć. Po chwili patrzę przed siebie i widzę niesamowity dom na nabrzeżu.
            Czekam, aż Jack Henry coś powie – podpowie, co tu robimy – ale on milczy.
            – Czy to tu zostajemy?
            – Tak. – Szczerzy się, dumny z siebie. Może cieszy się, że zrobił mi niespodziankę. Spodziewałam się miesiąca miodowego w najlepszym hotelu na Maui, ale to jest o wiele lepsze.
            – Podoba ci się?
            Teraz to ja uśmiecham się jak kot z Cheshire. To oznacza, że nie będziemy musieli być cicho. Możemy dać się ponieść, bo i tak nikt nas nie usłyszy.
            – Żartujesz sobie? Jestem wniebowzięta. Komu by się tu nie podobało? – Obejmuję go w pasie i mocno ściskam. – Tu będzie dużo lepiej niż w hotelu.
            – To jest ten dom, o którym ci mówiłem. Ten, w którym w dzieciństwie spędzałem wakacje.
            O ja. Nie wierzę, że zabrał mnie w miejsce, które kiedyś uważał za swój drugi dom.
            – Och, Jacku Henry.
            – Nie mogłem przylecieć na Maui ze swoją żoną i się tutaj nie zatrzymać.
            Miał tak mało czasu na zaplanowanie podróży poślubnej. Nie mogę uwierzyć, że znalazł się wolny termin.
            – Mamy szczęście, że akurat w tym czasie nie był zajęty.
            Uśmiecha się, a potem odwraca mnie, żebym spojrzała na posiadłość. Obejmuje mnie od tyłu i przysuwa usta do mojego ucha.
            – Jest mój, L. Kupiłem go dla ciebie. To prezent ślubny. – Gdy odwracam się twarzą do niego, drapie mnie zarostem po policzku. – Chcę spędzić resztę naszego życia, tworząc tutaj radosne wspomnienia z tobą i naszymi dziećmi.
            O mamuniu.
Najlepszy. Mąż. Na świecie.


[1] Hawajski naszyjnik z kwiatów (przyp. tłum.).
 
Copyright © 2014 Świat Książkowy Mali , Blogger