Natalia Muniowska - Valland. Przeklęta krew - Wydawnictwo BeYa - Recenzja
„Wiedza jest jak miecz. Dopóki nie nauczysz się jej używać, nie wychodź przed szereg, bo możesz się skaleczyć”.
Valland. Przeklęta krew to powieść pokazująca historię mężczyzny, który ma być przyszłym władcą królestwa Valland i wcale mu się to nie podoba. Ceni swoją wolność oraz lubi dobrą zabawę z kuzynostwem i znajomymi. Zdecydowanie nie jest gotowy na życie, które zaplanował dla niego ojciec, a te są wielkie. Na początek ma poślubić nieznajomą księżniczkę z sąsiedniego kraju i czy tego chce, czy nie to nie ma nic do gadania w tej sprawie. Z kolei Leanne doskonale wie, że jej małżeństwo z następcą tronu może uratować jej ojczyznę. Oboje zgadzają się więc spełnić swoją powinność, choć początkowo nie łączy ich nic poza zawartym układem.
Autorka w swojej powieści pokazała nam, że za królewskimi murami kryją się nie tylko intrygi i polityczne rozgrywki, ale także ludzie, którzy muszą mierzyć się z własnymi pragnieniami, uczuciami i oczekiwaniami innych.
Książka pełna rodzinnych tajemnic, polityki, sojuszy, dworskich intryg, walki, sercowych rozterek oraz poszukiwania siebie.
Niestety, mimo ogromnego potencjału, został on niewykorzystany i czuje się trochę rozczarowana. Już na samym początku było mi ciężko się wczuć w tę historię i poczuć klimat, na który bardzo liczyłam. Władca, który nie zachowywał się, jak władca, syn nie wiedział do końca, czego chce, księżniczka pozjadała wszystkie rozumy. Nie mogłam jakoś polubić tych bohaterów. Do tego ten wątek romantyczny, jakby się w trakcie rozjechał i zrobiło się dziwnie, nie było do końca potem wiadomo, kto z kim i dlaczego. Samo zakończenie pozostało otwarte, więc coś wiemy, ale nie wszystko.
Mimo tego nie uważam, że była to zła lektura. Książka miała kilka ciekawych pomysłów i momentów, które naprawdę mnie zainteresowały. Bo w końcu ją skończyłam, a nie rzuciłam w kąt, ciekawość, jak się skończy, była silniejsza. Duży plus za wydanie książki, bo naprawdę prezentuje się dobrze.
Nie będę Wam ani odradzać, ani polecać tej książki najlepiej, jeśli sami dacie jej szansę i przekonacie się, czy przypadnie Wam do gustu. Być może to właśnie Was zachwyci i dostrzeżecie w niej coś, czego mnie zabrakło. Każdy odbiera historie na swój sposób, dlatego warto wyrobić sobie własną opinię. Ostatecznie „Valland. Przeklęta krew” nie do końca spełniła moje oczekiwania, ale cieszę się, że dałam jej szansę.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu
(Współpraca barterowa z)









