Magdalena Szponar - Bez powietrza - Wydawnictwo Szósty Zmysł - Recenzja

Moja definicja wieczności zmieniła się w momencie, kiedy siedziałam w poczekalni szpitala, tępo wpatrując się w ścianę naprzeciw mnie. Okazało się, że wieczność to każda sekunda czekania, każda sekunda niepewności, każda sekunda cierpienia i bólu rozlewającego się w moim sercu”.

Po tragicznych wydarzeniach Rafał trafia w ciężkim stanie do szpitala, gdzie walczy o życie. Marta natomiast czuwa na szpitalnym korytarzu odchodząc od zmysłów z obawy o ukochanego. Jednak nie jest w tym sama, bo ma obok siebie wspierających ją przyjaciół. 

Jakby tego było mało niespodziewanie w szpitalu zjawia się starszy mężczyzna podający się za dziadka Rafała. Dziewczyna jest bardzo zdziwiona pojawieniem się go, bo ukochany nigdy nie wspomniał o nim w żadnej rozmowie. Jego podstawa nie wróży niczego dobrego a wręcz zwiastuje problemy.

Jego bliskość była dla mnie jak powiew świeżego powietrza dla osoby, która całe życie spędziła w zamknięciu. Taka właśnie jest miłość. Potrafi rozpalać ogień, który kruszy najtwardsze mury. Ten sam ogień może dać bezpieczeństwo, nadzieję i światło w życiu pełnym mroku”.

Po paru dniach ciężkiej walki o życie, Rafał w końcu wybudza się z śpiączki a widok ukochanej przy jego boku dodaje mu tylko jeszcze więcej sił i uspokaja jego duszę, w końcu może odetchnąć, bo wie, że nic już jej nie grozi, jednak jeszcze wtedy nie wiedział o tym, co los dla nich szykuje. 

Jakiś czas musi pozostać jeszcze w szpitalu, chociaż bardzo tego nie chce to za namową Marty zgadza się zostać jeszcze parę dni, żeby nabrać wystarczająco sił. 

Rafał, kiedy dowiaduje się, że gdy walczył o życie w szpitalu pojawił się jego dziadek, czuje ogromny niepokój a kiedy pewno dnia zjawia się u niego zdradzając cel swojej wizyty, momentalnie zamiera. Mężczyzna teraz przed sobą będzie miał ciężki orzech do zgryzienia, bo żeby uratować swoją ukochaną i najbliższych będzie musiał zaryzykować i wkroczyć ponownie w otchłań swojej mrocznej przeszłości. Stawka jest naprawdę wysoka w grę wchodzi życie i nie może popełnić ani jednego błędu.

Na plecach nosiłam ślady pożaru, który niespodziewanie zdefiniował całe moje życie. Pięć minut. Tyle wystarczyło, by odmienić bieg wydarzeń, by pozwolić się uratować. Tyle, by odnaleźć swoje największe szczęście”.

Bez powietrza to drugi tom z serii Cztery żywioły, który ukazuje dalsze losy Rafała i Marty, którzy skradli moje serduszko w poprzednim tomie, który zakończył się w takim momencie, że zabrakło mi tchu i czekałam z niecierpliwością na tę kontynuacje, żeby móc w końcu złapać ten upragniony oddech.

Autorka zabrała nas do świata pełnego walki z samym z sobą, z losem i  jego przeciwnościami. I przede wszystkim z demonami przeszłości, które nie dają o sobie zapomnieć i uderzają z potężną siłą w naszego głównego bohatera. Skrywany sekret Rafała wychodzi na jaw i rozpoczyna się walka o życie najbliższych mu osób. 

Miłość Rafała i Marty zrodziła się z płomieni i jest to uczucie tak piękne i silne, że nie jest w stanie nic ani nikt ich rozdzielić. Bo dla takiej miłości jaka połączyła tę dwóję warto jest zrobić wszystko. Nie kiedy nie będzie łatwo, ale czy właśnie życie takie nie jest... co rusz rzuca nam kłody pod nogi, testuje naszą relację i wystawia ją na próbę pokazując nam, że jeśli wygramy każdą bitwę, to znaczy, że to uczucie jest najczystsze i najszczersze. 

Historia naszych bohaterów, która zaczęła się od pierwszego tomu W płomieniach a kończąc w Bez powietrza dała mi ogromną dawkę emocji, niespodziewanych zwrotów akcji i intryg. Obydwa tomy chłonęłam niczym gąbka wodę, przewracając strony zapartym tchem. Pokazała mi jak wielki trud i silną przychikę muszą mieć strażacy, bo to co, na co dzień widzą, nie raz może męczyć po nocach. Należy im się ogromny szacunek. Druga rzecz jaka jest też cenna to przyjaciele jakich mają bohaterowie, mogą na nich liczyć w każdej sytuacji, są dla nich największym wsparciem i podporą. Taką przyjaźń także należy doceniać i pielęgnować. 

I na sam koniec tylko jeszcze dodam, że autorka otwiera nam kolejny rozdział historii w postaci Igi i Olka z czego bardzo się cieszę, bo bardzo polubiłam tę dwóję. To co zaczyna się dziać pomiędzy nimi to istne tornado, już nie mogę się doczekać kolejnego tomu pt. Pod wodą, gdzie mam nadzieję, że właśnie oni będą grali główne role. 

Jeśli jeszcze nie czytaliście pierwszego tomu W płomieniach i zastanawiacie się czy sięgnąć po serię Cztery Żywioły, to nie zwlekajcie i zabierajcie się za czytanie, bo oba tomy są przepiękne, wartościowe oraz bardzo emocjonujące. Zabierają dech w piersiach, a z każdą stroną walczycie razem z bohaterami o powietrze, które jest tak ważne w naszym życiu, bo bez niego nie ma nas. Polecam wam z całego serduszka. 

Za egzemplarz dziękuje wydawnictwu 

6 komentarzy:

  1. fajnie przemyślana seria, na razie się nie skusze, poczekam na całość ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam oba tomy i niezwykle miło spędziłam z nimi czas. Teraz muszę je w końcu opisać. 🙈

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak fantastyczne były, czasem niektóre książki tak ciężko jest opisać, ale dasz radę ;)

      Usuń
  3. Jakiś tajemniczy ten cały dziadek Rafała.
    Nie znam serii, ba, nawet nazwisko autorki widzę pierwszy raz. Szczerze mówiąc, nie wiem, czego mogę spodziewać się po tej historii, może dlatego mnie intryguje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo autorka w tym roku zadebiutowała pierwszym tomem W płomieniach i mega skradła mi serducho ma mega pióro i czekam na każdą jej książkę :) Polecam :)

      Usuń

Copyright © 2014 Świat Książkowy Mali , Blogger