Z
wielką przyjemnością przedstawiam wam książkę, którą wzięłam pod swoje
skrzydła.W tym roku jest to mój drugi patronat. Serce Gangstera to pierwsza część cyklu gangsterzy, która zostanie wydana przez Wydawnictwo NieZwykłe.
Anna Wolf to pisarka z przypadku, inżynier z wykształcenia. Swoje pisanie zaczęła od myśli "zobaczymy, co z tego wyjdzie". Pisanie dla niej ma wymiar hobby, w którym daje z siebie 100%. Szczęśliwe zakochana, mama dwójki prawie dorosłych córek oraz posiadaczka uroczego cocker spaniela Emila.
Rewelacyjna,Emocjonująca Trzymająca w napięciu książka, która was pochłonie!
Serce gangstera wywołała u mnie mega kaca książkowego. Zaczynając czytać, nie spodziewałam się, że tak bardzo przepadnę i pochłonę w dwa wieczory. Polecam wszystkim fanom literatury kobiecej.
Malwina Nowak, Świat książkowy Mali
Opis;
Pierwszy tom nowej serii mafijnej! Ponad milion odsłon na Wattpadzie!

" – Ile jestem warta? Spójrz mi w oczy i powiedz to – rozkazuję mu chłodnym tonem, na który Nick się wzdryga.
– Milion – odpowiada przez zaciśnięte zęby".
Dwudziestodwuletnia Chloe McCoy nigdy się nie spodziewała, że jej
brat Nick wpadnie na tak egoistyczny pomysł. Pokazał groźnemu
gangsterowi pewne zdjęcie, sugerując, że to właśnie ona mogłaby być
zabezpieczeniem spłaty karcianych długów.
I mimo iż Nick próbował
później wyprostować niefortunny zbieg okoliczności, twierdząc, że to
samochód, a nie ona, miał gwarantować spłatę długu, Aleksiej Tarasow już
ułożył sobie w głowie plan. Szalony plan.
Z mężczyznami takimi
jak Tarasow nie można pogrywać. Kiedy gangster jego pokroju zobaczy coś,
co mu się spodoba, zrobi wszystko, żeby to mieć.
Mam dla was pierwszy rozdział dla umilenia wam czasu w oczekiwaniu na książkę
Aleksiej
Patrzę na rząd równo ustawionych butelek, które aż błagają, żebym
zrobił sobie cholernego drinka. Bardzo chętnie bym się napił, ale nie
mam, k*rwa, na to czasu. Muszę być dzisiaj
skupiony. Więc zamiast ze szklanką wódki w dłoni siedzę o suchym pysku
rozparty w fotelu w swoim gabinecie i patrzę na monitory, na których
widać nieszczęśników rozgrywających kolejną partyjkę pokera. I może nie
wszyscy wyjdą stąd przegrani, ale jeden na pewno. Ten facet nie wie,
kiedy skończyć. To taki typ człowieka, który myśli, że jeszcze się
odegra. Naiwny koleś. Wiem, że nie wygra. Za długo jestem w tym
biznesie, tak samo jak moja prawa ręka, Oleg. Właśnie na niego
spoglądam. Siedzi po drugiej stronie biurka, zupełnie spokojny i
opanowany.
– Ile już nam wisi? – pytam, a kiedy na mnie patrzy, jego wyraz twarzy momentalnie zmienia się w posępny grymas.
– Ten facet igra ze śmiercią. Dzisiaj jakieś pięćdziesiąt tysięcy, a ogólnie będzie tego z ćwierć miliona.
– Koniec. Ma standardowy czas na spłatę. – Mówię to, co zwykle, żeby
nie było niejasności. Dla nikogo nie robię wyjątków. Zawsze jest górny
pułap, którego nie pozwalam im przekroczyć.
Oleg tylko kiwa głową i
wychodzi, a ja zabieram się za zaległe papiery. Prowadzenie tego
biznesu – nielegalnych gier i całkiem legalnego klubu – wymaga trzymania
ręki na pulsie. I mimo że mam dopiero dwadzieścia osiem lat, nikt mi
nie podskakuje, bo nie jestem sympatycznym kolesiem z sąsiedztwa. Mogę
zafundować im cholerne piekło, jeśli zajdzie taka potrzeba.
W chwili, gdy sięgam po fakturę, słyszę pukanie do drzwi. Unoszę głowę i spoglądam na wchodzącego Olega.
– Chce negocjować – odzywa się.
– Negocjować? A niby co? – Facet jest zabawny. Poważnie. – Przegrał w chuj kasy, a chce jebanych negocjacji?
– Nie wiem, powiedział tylko, że ma coś, czym mógłbyś być zainteresowany, szefie.
– Interesujące. Wprowadź go – rozkazuję, wygodnie opierając się w fotelu. Moja ciekawość jest większa niż irytacja.
Po chwili do gabinetu wchodzi Nick „przegrałem w chuj kasy” McCoy.
Facet, który powinien spi*przać stąd jak najdalej, ale jest na tyle
głupi, że tego nie robi. Nikt ze mną nie negocjuje. Nikt, kto zna moją
reputację i jest przy zdrowych zmysłach. Ale zdarzają się odważni,
którzy jednak próbują i płacą za to wysoką cenę. Ale co kto lubi.
–
Zdaje mi się – zaczynam – że gra się skończyła. Czy może o czymś nie
wiem? – Stukam palcem w blat i czekam na odpowiedź, którą znam. Oni
wszyscy są tacy sami. Zawsze te same, monotonne odpowiedzi. To jest tak
nudne, że aż chce się rzygać.
– Muszę się odegrać.
A nie mówiłem?
– Nick, masz więcej długu niż przeciętny obywatel tego kraju. Więc jak chcesz go spłacić?
– Pozwól mi jeszcze raz zagrać.
– A jak przegrasz? To nie jest kilka tysiaków tylko kilkaset tysięcy,
których, jak wiem, nie masz. Zdajesz sobie sprawę, co się dzieje z
kolesiami, którzy nie oddają? – pytam, zauważając, że przełyka nerwowo
ślinę. Jest jednak stanowczo zbyt opanowany jak na kogoś, kto może za
chwilę skończyć na cmentarzu. Taa, ma coś w zanadrzu, coś wartościowego,
czego jeszcze nie spieniężył. Gra w pokera od mniej więcej roku i nawet
jak przegra, to zawsze spłaca długi, ale tym razem nie jest to kilka
dolców.
– Wygram, jednak jeśli karta się odwróci, to przysięgam, że spłacę co do centa.
I cholera, wierzę mu, ale nie w tym rzecz. Nie mogę czekać na kasę od
niego dłużej niż od innych. Jeżeli się rozejdzie, że McCoy dostał
specjalne warunki, przestaną mnie szanować, a na to nie mogę sobie
pozwolić. Wzdycham, bo męczy mnie ta rozmowa.
– Potrzebuję zabezpieczenia. Masz coś, co jest warte więcej niż twój potencjalny dług? – pytam, ale znam odpowiedź.
– Nie.
– To nie mamy o czym rozmawiać. Oleg – kiwam na mojego człowieka – wyprowadź go.
– Nie, nie. – McCoy podchodzi bliżej. – Może to nie jest to, ale…
– Ale? – Cholera, naprawdę jestem ciekawy.
– Mam to. – Wyjmuje telefon i mi go rzuca. Łapię urządzenie i patrzę…
– Jesteś tego pewien?
– Tak. Jeżeli się nie odegram, to twoje zabezpieczenie do czasu, aż wszystko oddam.
I w tym momencie przestaję szanować tego dupka. Jednak nie powiem mu
tego. Jest zbyt głupi, żeby wiedzieć, że takich rzeczy się nie robi.
Czasem nienawidzę tego biznesu, ale jak każdy z czegoś muszę żyć.
– Zgoda – oznajmiam. – Ale to ja decyduję kiedy, jak i na jak długo.
– Jasne, dziękuję, panie Tarasow. – Wygląda, jakby właśnie wygrał bańkę
w totka. A ja wiem, że nie powinien mi dziękować ani ja nie powinienem
tego przyjmować, jednak i tak to robię.
– Obyś zdawał sobie sprawę z
konsekwencji. – Oddaję mu telefon i każę wyjść, po czym zakopuję się w
cholernych fakturach, odpychając wspomnienie zdjęcia.
Po godzinie
ślęczenia nad papierami, które już dawno powinny być przejrzane, zerkam
na monitory przed sobą. Nick McCoy siedzi skupiony i zdaje się, że
jednak los mu sprzyja. Podnoszę telefon i wybieram numer Olega. Faceta,
który wie więcej niż inni. Jeśli trzeba, wyciągnie kogoś nawet z piekła.
Dlatego jest moją prawą ręką, ufam mu. I zawsze robi to, czego się od
niego oczekuje. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Pewnie to
prawda, ale on naprawdę taki jest.
– I? – pytam krótko.
– Cholerny szczęściarz.
– Przypilnuj, żeby oddał dzisiaj część długu. Nie można mu odpuścić.
– Jasne, szefie – odpowiada, po czym się rozłącza.
Patrzę na zegarek. Jest druga w nocy. Powinienem zostać do zamknięcia
klubu, ale nie dzisiaj. Przez to, co pokazał mi McCoy, nie mogę się
skupić i, do cholery, powoli zaczyna mnie to drażnić. Blać, muszę się
trochę zabawić i odreagować. Nie ma nic lepszego od panienki na jedną
noc. To druga, po alkoholu, najlepsza forma rozluźniacza.
Wychodzę z
biura i ruszam wąskim, ledwo oświetlonym korytarzem w kierunku baru,
licząc na udane łowy. Barman od razu mnie dostrzega, bo jak można nie
zauważyć gościa w garniturze od Armaniego w takim przybytku jak ten?
Jestem jak świecący neon i zwracam uwagę ponętnej blondynki popijającej
jakieś słodkie świństwo. Idealna, chociaż byłaby bardziej w moim typie,
gdyby nie ten silikon. Ale nie będę wybrzydzał, to nie moja przyszła
żona, tylko dziwka, która za chwilę rozłoży dla mnie nogi lub użyje
swoich nabotoksowanych ust.
– Masz ochotę się zabawić? – szepczę jej do ucha.
– Zależy, jaki rodzaj zabawy masz na myśli. – Wyciąga wisienkę z drinka i ssie ją sugestywnie, a ja jestem już prawie gotowy.
– Chcę, żebyś zabawiła mnie swoimi ustami – mówię pierwszą rzecz, która przychodzi mi do głowy.
– Dlaczego nie, ogierze – mruczy, najwyraźniej uważając, że to
s*ksowne. Ale to, co mówi, mam generalnie w dupie. Nie bawię się w te
wszystkie sentymentalne bzdury. Już nie. To dobre dla ciot.
Chwyta
mnie za dłoń, więc prowadzę ją w kierunku mojego biura. Jednak
przechodzę obok niego, bo nigdy nie wpuściłem tam żadnej kobiety i nie
zamierzam tego zmieniać. Bez ceregieli wpycham nieznajomą w ciemną
wnękę, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał i, patrząc, jak klęka
przed mną, rozpinam rozporek. Wyciąga mojego twardego kutasa, by od razu
wziąć go do ust. Zatapiam dłonie w jej włosach i zaciskam mocniej
palce, kiedy to na przemian liże i ssie mojego fiuta. Chcę, żeby wzięła
go całego, ale krztusi się, więc trochę odpuszczam i zadowalam się tym,
co dostaję. Pompuję w nią dość agresywnie, ponieważ jej jęki dają mi do
zrozumienia, że jej się podoba. Kiedy wybucham gorącą spermą, połyka
wszystko, a ja zaraz potem chowam swój sprzęt, zapinam spodnie i odsuwam
się, zostawiając ją niezaspokojoną. Jestem skurwielem, ale jeśli ktoś
zachowuje się jak dziwka, to zasługuje na takie traktowanie. Jasne,
mógłbym dać jej fenomenalną przyjemność, jednak nie robię tego. Potem
przyszłaby tutaj znowu i chciałaby, żebym ją przeleciał, a ja tego
zwyczajnie nie mam w planach. Dlatego, widząc zmierzającego w moim
kierunku Olega, zatrzymuję go.
– Możesz się zabawić, bo ja wychodzę –
mówię, a Oleg się szczerzy, kiedy jego spojrzenie ląduje na blond
lalce. Lubię go, bo nie ma nic przeciwko ochłapom. Tak jak ja uważa, że
te suki zasługują na to, co dostają.
– Suczka pierwsza klasa. Dzięki, boss.
– Miłej zabawy – rzucam na odchodne, po czym opuszczam lokal z całkiem
inną wizją w głowie niż to, co przed chwilą miało miejsce.
Chloe
Na widok świateł na podjeździe wstaję z kanapy i ruszam do drzwi. Od
kilku dni próbuję porozmawiać z Nickiem, ale za każdym razem, kiedy
wracam do domu, jego już nie ma. Ale dzisiaj mi nie ucieknie. Jest
prawie druga w nocy i czekam na niego od dobrych dwóch godzin, a poza
tym jestem wyjątkowo wkurzona. Staję przy wejściu i gdy tylko przekracza
próg, napadam na niego.
– Możesz mi powiedzieć, gdzie ty, do
cholery, znikasz na całe wieczory i noce? – Depczę mu po piętach, kiedy
kieruje się do kuchni, całkowicie mnie ignorując.
– Chloe, nie teraz – jęczy.
– A kiedy? W ogóle cię nie ma. I gdzie są moje pieniądze?
– Jakie pieniądze? – pyta, popijając wodę i starając się na mnie nie patrzeć.
– Moje, te, które oszczędzałam na wyjazd. Nie ma ich. Może wiesz coś na ten temat?
– Siostra…
– Wziąłeś je czy nie? – naciskam. Nie odpuszczę mu.
– Dobra, były mi potrzebne. Wyobraź sobie, że miałem nagłą sprawę – rzuca.
– Trzeba było iść i zarobić! – Trącam go palcem w klatę. – Wiesz, ile
odkładałam?! – krzyczę, bo ten gnojek ukradł mi kasę. – Tam było kilka
tysięcy! Chcę je z powrotem. Wszystko!
– Nie mam ich – oświadcza tak po prostu, a ja mam ochotę walnąć go w ten durny łeb.
– Zabić ciebie to mało! – Wyrzucam ręce w powietrze i wychodzę z kuchni.
– Chloe!
– Cmoknij się! Nie rozmawiam z tobą, kretynie!
Moje ciężko zarobione pieniądze, które miałam wydać tylko na siebie,
przepadły. Jeżeli on myśli, że kolejny raz mu odpuszczę, to jest w
cholernym błędzie. Głośniej niż planowałam, zamykam drzwi swojej
sypialni i idę spać, bo w tej sytuacji nic innego mi nie pozostaje.
Kiedy zasypiam, słyszę pukanie, a po chwili cichy głos brata.
– Oddam ci wszystko. Odkuję się – obiecuje i wzdycha tak samo jak ja.
– Kiedy ty w końcu skończysz z hazardem, co? Kiedyś wpadniesz w niezłe gówno. A teraz daj mi spać, bo rano idę do pracy.
– Przepraszam, naprawię to – pada któraś z kolei obietnica.
– Oby. Dobranoc.
– Dobranoc, siostra.
Budzik zawsze dzwoni wcześniej, niżbym sobie tego życzyła, ale nie ma,
że boli, muszę zwlec tyłek z łóżka. Tylko, Boże, tak mi się nie chce.
Cholera. Jednak zbieram się w sobie i najpierw jedna noga, następnie
druga i wstaję. Taa, to, że jestem już w pionie, to jedno, a że ledwo
widzę na oczy, to już inna historia. Jestem niewyspana, ale mam
nadzieję, że ciepły prysznic i wypita w biegu kawa postawią mnie na
nogi.
Godzinę później, prawie spóźniona, docieram do restauracji, w
której pracuję. Całe szczęście, że nie ma jeszcze szefa, bo miałabym
jazdę bez trzymanki. Cholerny gnojek z niego i gnida pierwsza klasa.
W porze lunchu jestem już tak zmęczona, że marzę tylko, żeby ten
cholerny dzień się skończył. Nie ma to jak wkurzony szef i
współpracownik, któremu chyba żona nie dała, bo kolejny raz próbował na
mnie swoich świńskich tekstów. Nie jestem osobą agresywną, zawsze
odpuszczam, ale dzisiaj nie wytrzymałam. Koleś dostał po pysku, a ja
stwierdziłam, że chyba nadeszła pora na zmianę pracy. Jedyny powód, by
zostać, jest taki, że całkiem dobrze tutaj płacą. Bycie managerem w
restauracji ma swoje plusy i minusy, ale nie zniosę molestowania przez
innych pracowników tylko dlatego, że szef ma wywalone na wszystko i
wszystkich.
Wczesnym wieczorem szef vel dupek łaskawie oznajmia, że
mogę się zmyć. Wychodzę tak szybko, jak to możliwe. Całkiem
prawdopodobne, że aż się za mną kurzy. Wsiadam do auta i jak co dzień
pokonuję tę samą trasę w podobnym czasie, mimo że Vegas nigdy nie śpi i
tłok na ulicach jak cholera. To miasto tętni życiem dwadzieścia cztery
godziny na dobę, siedem dni w tygodniu i to jest akurat dobre.
Zmęczona, parkuję przed domem, ściągam cholerne szpilki i ruszam na
bosaka po betonowym podjeździe w stronę budynku. Nawet się nie
zastanawiam, czy Nick jest w środku, bo pewnie nie. I w sumie guzik mnie
to obchodzi. Marzę tylko o kąpieli, lampce wina i łóżku. Pierwsze kroki
kieruję do kuchni, z lodówki wyciągam upragniony trunek i nalewam sobie
szczodrze. Biorę duży łyk i z przyjemnością zamykam oczy. O tak,
stanowczo tego potrzebowałam. Z lampką w dłoni idę w stronę sypialni,
jednocześnie rozpinając żakiet, ale staję nagle, zaskoczona na widok
brata siedzącego na kanapie w salonie. To do niego niepodobne.
– A co ty tutaj robisz? – pytam podejrzliwie. Bo to raczej nie jest pora, kiedy on przebywa w domu.
– Zaraz wychodzę i nie czekaj na mnie – informuje.
– Wierz mi, nie mam takiego zamiaru – rzucam oschle i zanim zdołam
dodać coś jeszcze, odzywa się dzwonek do drzwi, na co Nick zrywa się i
pędzi otworzyć. Zaskoczona, przypatruję mu się kolejny raz.
– Do
ciebie. – Podaje mi wielki bukiet różnokolorowych róż w szklanym
wazonie. – Masz jakiegoś faceta, o którym nie wiem? A może to jakiś
zakochany amant, co? – Rusza zabawnie brwiami i sięga po karteczkę.
–
Zostaw! – Uderzam go w dłoń. – To do mnie, a nie do ciebie. I dla
twojej wiadomości, nie spotykam się z nikim, więc nie wiem, od kogo te
kwiaty.
– Nie ma co, facet ma gest. – Nick kiwa głową z uznaniem.
– A ty czasem nie miałeś gdzieś wyjść? – sugeruję.
– Nieee, chcę wiedzieć, od kogo ta wiecha.
Wzdycham, bo czasem wciela się w nadopiekuńczego brata, ale jeśli
myśli, że tym sposobem coś ugra i daruję mu kasę, to się przeliczy.
Odwracam się i stawiam kwiaty na stoliku kawowym, po czym wyjmuję
bilecik. Zwykła biała kartka i trzy słowa.
„Dla pięknej kobiety”.
Tylko tyle, zero podpisu. I skąd mam, do cholery, wiedzieć, od kogo one
niby są? Ten dupek z restauracji nie pofatygowałby się, żeby wysłać mi
kwiaty na przeprosiny, i na pewno nie są od mojego byłego. Jest takim
sknerą, że nie kupiłby mi jednej róży, a co dopiero tuzina, a może i
dwóch.
– I co? – dopytuje braciszek.
– I nic, nie wiem od kogo, ale są śliczne – stwierdzam.
– Dobra, to ja spadam. Nie czekaj na mnie i nie martw się, wszystko będzie dobrze.
– Dlaczego odnoszę wrażenie, że kiedy tak mówisz, to wcale tak nie będzie?
– Ty i to twoje czarnowidztwo. Cześć, siostra. – Rusza do wyjścia, ale jeszcze się obraca. – Zamknij dobrze drzwi.
– Jasne, jakbym tego nigdy nie robiła i trzeba mi przypominać – mówię z
przekąsem, bo znowu traktuje mnie jak pięciolatkę, a mam dwadzieścia
dwa lata".
Książkę można zamówić w przedsprzedaży tutaj;
Empik -> Klik
Livro -> Klik
TaniaKsiążka -> Klik
Recenzje można przeczytać tutaj --> Serce Gangstera