Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lipiec 2019. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lipiec 2019. Pokaż wszystkie posty
M.S.Willis - Dla Ellison - Wydawnictwo NieZwykłe - Recenzja Patronacka

M.S.Willis - Dla Ellison - Wydawnictwo NieZwykłe - Recenzja Patronacka

„Każdy ma swoją historię, Hunter, przeszłość, która sprawia, że zachowuje się w sposób, którego inni ludzie nie są w stanie zrozumieć. Gdy dasz komuś wystarczająco dużo czasu, otworzy się przed tobą. Wtedy wszytko nabierze sensu”.

Zbieram się już długi czas, żeby wam napisać o tej książce, i w dalszym ciągu nie wiem, od czego mam zacząć. Ta książka poruszyła bardzo moje serce, a łzy płynęły strumieniami przez większość lektury. Nawet teraz pisząc swoją opinię, przeżywam bardzo emocjonalnie całą historię. Jest bardzo mało takich książek, które poruszają mnie do głębi tak mocno, że dotykają mojej duszy, a w tym przypadku tak właśnie się stało.   

„Jednak w czasie miesięcy spędzonych na Florydzie nauczyłem się, że czasami na naszej drodze napotykamy na przeszkody czy blokady,oraz że są one normalną częścią życia. Charakter budowało się poprzez omijanie tych kłód i pokonywanie blokad. Nauczyłem się również je doceniać za to, że czyniły mnie osobą, którą się stałem”. 

Hunter, zanim przyjechał do swojego wujka, był wrakiem samego siebie. Wydawało mu się, że ma wszystko, co młodemu człowiekowi, jest potrzebne do życia pieniądze, seks, narkotyki i duża ilość imprez oraz gorąca dziewczyna. Był zepsutym człowiekiem, którego rodzice mieli za nic.
 Jednak jedna chwila, a raczej osoba, jaką jest Ellison James, sprawiła, że jego życie zmieniło się o sto-osiemdziesiąt stopni. Pokazała mu świat z całkiem innej perspektywy i otworzyła mu oczy na rzeczy, których wcześniej nie dostrzegał. Zmieniła go z brzydkiej poczwarki w pięknego motyla. 
 Ich pierwsze spotkanie  było jak szalejące tornado. Rozwścieczona wepchnęła go do błota, obrzucając wyzwiskami z prędkością światła. Była złośliwa, nieuprzejma, wyprowadzająca go z równowagi prawie za każdym razem. Jednak lato mijało, a uczucia przekształcały się z każdą spędzoną wspólnie chwilą.  

 Pokochałam ich obojga za to, jakimi okazali się silnymi charakterami. On tym, że był mega zawzięty i umiał zawalczyć o miłość swojego życia i był, kiedy najbardziej tego potrzebowała, chociaż ona nieugięcie się trzymała, że da sobie radę. Natomiast Ellison, okazała się naprawdę twardą babką i umiała ustawić Huntera do pionu. Nie miękła na jego widok jak jakaś nastolatka, była kobietą, która wiedziała, czego chce.

„Nasze życia są jak książki, Hunter. Każdy dzień jest kolejną stroną, każdy rok kolejnym rozdziałem. Tak jak książki nasze życia się kończą, ale nasze historie... nigdy nie zostaną zapomniane. Żyjemy w sercach i w myślach tych, którzy nas kochają”.

Dla Ellison to książka, która porusza ludzkie serca, nawet te najtrwalsze. Zaskakuję i skłania do refleksji nad życiem i nad tym, co może przynieś nam jutrzejszy dzień. Jest to również przepiękna historia o wielkiej miłości, która zdarza się tylko raz w życiu i kiedy już na nią trafimy, to nie możemy pozwolić, żeby nam uciekła. Pokazuję nam również to, że każdy człowiek może się zmienić. Wystarczy tylko chcieć i bardzo tego pragnąć, a jeśli ma się dla kogo to na prawdę warto. Nigdy nie możecie się poddać, ta książka pięknie to pokazuje. Walka i wytrwałość jest kluczem do szczęścia.
 Ja nigdy nie zapomnę historii Huntera i Ellison pozostanie w moim sercu już do końca. Musicie koniecznie przeczytać tę książkę. Gwarantuję wam, że po przeczytaniu tej książki jeszcze długo się nie pozbieracie. Ja jednocześnie uśmiechałam się i płakałam, że łzy leciały niczym wodospad. 


 
Dziękuję za możliwość objęcia patronatem oraz przeczytania i wylania hektolitrów łez wydawnictwu  

 
Akcja Poznaj Autora -  Katarzyna Augustyniak-Rak

Akcja Poznaj Autora - Katarzyna Augustyniak-Rak


Imię i nazwisko: Katarzyna Augustyniak-Rak


1. Jaka jest Twoja ulubiona książka/książki (maksymalnie trzy)?

„Ziemia obiecana” Reymonta, „Człowiek przemieniony w wilka” Sergiusza Piaseckiego, „Szosza” I. B. Singera.

2. A ulubiona piosenka?

Tylko jedna? Niech będzie „Wiosna” Grechuty albo lepiej „Scarborough Fair” Simon & Garfunkel… Albo…

3. Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie?

Narodziny moich córeczek. To zdarzenia wręcz metafizyczne, potocznie zwane cudami.

4. Kim jest osoba, która najbardziej Cię inspiruje?

Moi rodzice (można uznać, że to jedna osoba ). Ale to inspiracja bardziej życiowa, niż literacka.

5. Jak zaczęła się Twoja przygoda z książkami, zarówno czytaniem, jak i pisaniem?


Gdy byłyśmy z siostrą małe, tata niepostrzeżenie zamiast bajek zaczął nam na dobranoc czytać „Ballady i romanse” Mickiewicza. Uwielbiałam szczególnie drastyczne „Lilije”. Pierwsza książka, którą sama przeczytałam, to „Na jagody” Marii Konopnickiej. Okrutnie mnie zmęczyła. Potem sięgnęłam po „W pustyni i w puszczy” i wtedy złapałam bakcyla.


A pisanie? Gdy byłam nastolatką pewnego dnia wzięłam do ręki zeszyt i długopis i zaczęłam pisać wyjątkowo idiotyczne opowiadania… Mam je do dziś, ale chyba nie odważę się do nich zajrzeć. Wiele lat później zaczęłam pisać dla zarobku opowiadania skonstruowane według przyzwoitych fabularnych zasad. Gdy nabrałam warsztatowej pewności siebie, zrobiłam przymiarki do powieści…

6. Czy wydarzenia, które wydarzyły się w Twoim życiu wpływają na to o czym piszesz?

Oczywiście. Napisałam wiele opowiadań na podstawie historii z mojego życia. W powieściach ten wpływ jest mniej widoczny w głównych wątkach, ale w scenach, anegdotach, dialogach całkiem duży. 

7. Gdybyś mogła zamieszkać w dowolnym miejscu na Ziemi – gdzie by to było?

Nad jakimś szwajcarskim jeziorem w otoczeniu Alp.

8. Gdybyś miała milion złotych, co byś z nim zrobiła?

Kupiłabym dom z pięknym ogrodem i mieszkanie pod wynajem.

9. Skoro życie jest takie krótkie, dlaczego nie robimy tylu rzeczy, które lubimy?

Hm… Ja robię za dużo rzeczy, które lubię, a za mało tych, które powinnam robić, a nie lubię.

10. Co robisz, gdy nikt nie patrzy? (To pytanie ma charakter typowo humorystyczny)

Dobrze. Przyznam się. Ale proszę, żeby nie czytały tego osoby poniżej 18. roku życia. A więc: Podjadam słodycze z kredensu. A potem z kamienną twarzą mówię dzieciom, że nie powinny ich jeść, bo są bardzo niezdrowe.

Bardzo dziękuję za możliwość „przepytania” Cię. Mam nadzieję, że pytania nie były problemowe.
Życzę wszystkiego dobrego! 
Vi Keeland - Penelope Ward - Romans Po Brytyjsku - Wydawnictwo Editio Red - Recenzja

Vi Keeland - Penelope Ward - Romans Po Brytyjsku - Wydawnictwo Editio Red - Recenzja

„- Prawdą jest, że największym ryzykiem jest unikanie ryzyka. Ale ryzyko polega na tym, że masz szansę coś zyskać lub stracić. Jeśli wiesz z całą pewnością, że stracisz, to nie masz do czynienia z ryzykiem. To jak skok z samolotu bez spadochronu z nadzieją, że i tak bezpiecznie wylądujesz”.

Ona samotna wdowa z uroczym ośmioletnim synkiem. Całe swoje plany, jakie miała, podporządkowała mu. Pracowała jako pielęgniarka w szpitalu.

On młody wyluzowany mężczyzna, przed którym świat stoi otworem. Jest dobrze prosperującym lekarzem. Nigdy nie miał zamiaru wiązać się z kimś na dłużej, a już w szczególności nie chciał mieć dzieci.

Jednak, kiedy poznają się bliżej, to zaczyna się w nim coś zmieniać. Pragnie tego, czego nigdy, nawet nie pomyślał, czy mógłby chcieć — rodziny.

Czy uda im się pokonać wszystkie leki i obawy?
Czy dadzą sobie szansę na szczęście?

„Nie było wątpliwości co do tego, że pragnąłem Bridget Valentine. Nie powinienem jej pragnąć. Oboje nie powinniśmy się pragnąć. Ale ta kobieta była jak narkotyk”.

Ich pierwsze spotkanie odbyło się w bardzo nietypowy i humorystyczny sposób, kiedy to Bridget trafia do szpitala za sprawą usunięcia z jej pośladka haczyka wędkarskiego. Od pierwszego wejrzenia coś między nimi zaiskrzyło. Myśleli, że więcej się już nie zobaczą, ale los postawił ich postawić ponownie na swoje drodze.

„Całe życie miałem kompleksy dotyczące związków, a spotkanie z tobą to zmieniło. Sprawiłaś, że jestem lepszy i czuję się pewniej, a nie na odwrót. Miłość czyni cię silniejszym, a nie słabszym”.

Romans Po Brytyjsku to historia, która rozwaliła mnie od pierwszej strony. Niesamowite poczucie humoru bohaterów i unoszące się nad nimi pożądanie, które wzrastało z każdą przeczytaną stroną. Jak w każdej książce tak i w tej bohaterowie będą musieli podejmować ważne decyzję, bo to nie chodzi już tylko o nich, bo kiedy jest dziecko, trzeba patrzeć również na jego dobro.

VI Keeland i Penelope Ward stworzyły kolejną świetną książkę, którą pochłania się na raz, bo nie można się oderwać. Lekkość, z jaką piszą, jest niesamowita i to, że za każdym razem potrafią mnie czymś zaskoczyć, jest cudowne. Tego oczekuje się właśnie od dobrej książki.
Ja polecam wam bardzo gorąco wszystkie powieści tych autorek.


Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu 


Akcja Poznaj Autora - Justyna Chrobak

Akcja Poznaj Autora - Justyna Chrobak


Imię i nazwisko: Justyna Chrobak 

1. Jaka jest Twoja ulubiona książka/książki (maksymalnie trzy)?

Nie mam jednej ulubionej. Mogę jedynie podać te, które najbardziej podbiły moje serce w ostatnim czasie, Kiedy na mnie patrzysz Agaty Czykierdy-Grabowskiej, Chodzi lisek koło drogi Hanny Greń i Słowik Kristin Hannah.

2. A ulubiona piosenka?

Ulubionych mam pełno, ale taka, do której mam największy sentyment to See You again – Wiz Khalifa

3. Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie?

Pierwsze spotkanie z moim synkiem

4. Kim jest osoba, która najbardziej Cię inspiruje?


Nie mam jednej konkretnej osoby, takich osób jest mnóstwo.

5. Jak zaczęła się Twoja przygoda z książkami, zarówno czytaniem, jak i pisaniem?

W młodym wieku nie znosiłam czytać, nie lubiłam lektur szkolnych, ani lektur które miałam do czytania na studiach… Pierwsza książka jaką przeczytałam z zapartym tchem to „Zmierzch”, to właśnie po niej stwierdziłam, że czytanie może być fają przygodą i to rozpoczęło czytelniczą lawinę.Co do pisania, uwielbiałam pisać już od dziecka, stąd na strychu w rodzinnym domu całe pudło moich pamiętników… 

6. Czy wydarzenia, które wydarzyły się w Twoim życiu wpływają na to o czym piszesz?

Na to o czym piszę wpływają rzeczy, które spotykają mnie a także osoby, które spotykam na swojej drodze, ich historie i charaktery. Duży wpływ na mniej maja także odwiedzane miejsca i historie z nimi związane, zasłyszane legendy i opowieści. Tak naprawdę inspiracją może być wszystko tylko musi odpowiednio trafić do mojej głowy i serca.

7. Gdybyś mogła zamieszkać w dowolnym miejscu na Ziemi – gdzie by to było?

Tu gdzie mieszkam jest mi dobrze, ewentualnie na chwilę mogłabym spróbować pomieszkać nad morzem, ale pewnie bardzo szybko zatęskniłabym za górami.

8. Gdybyś miała milion złotych, co byś z nim zrobiła?

Na pewno nie wydałabym od razu tylko w coś zainwestowała.

9. Skoro życie jest takie krótkie, dlaczego nie robimy tylu rzeczy, które lubimy?

Moim zdaniem zawsze można zacząć robić coś co nas cieszy i daje satysfakcje. Trzeba tylko chcieć. I nie chodzi tu oto, by te rzeczy były od razu wymagające nie wiadomo jakich przygotowań, pieniędzy. Znajdźmy coś co jest w zasięgu naszych możliwości i do dzieła :)

10. Co robisz, gdy nikt nie patrzy? (To pytanie ma charakter typowo humorystyczny)

Gram w pokemony… ale ciii….

Bardzo dziękuję za możliwość „przepytania” Cię. Mam nadzieję, że pytania nie były problemowe. 
Życzę wszystkiego dobrego!
Akcja Poznaj Autora - Artur Urbanowicz

Akcja Poznaj Autora - Artur Urbanowicz


Imię i nazwisko: Artur Urbanowicz

1. Jaka jest Twoja ulubiona książka/książki (maksymalnie trzy)?

1. Scott Smith – „Ruiny”. Czy da się stworzyć horror, w którym czarnym charakterem jest roślina, bez kiczu? Da się! Kapitalna powieść z gatunku horroru ekstremalnego. Najbardziej działa w niej na wyobraźnię nie przemoc fizyczna, której nie brakuje, a psychiczna. Polecam przeczytać każdemu fanowi grozy, nawet jeżeli widział już film. Choć również mi się podobał, powieść jest jeszcze lepsza i najmocniejsze momenty, których film nie oddaje, znajdziemy właśnie w niej. Warto dodać, że fabularnie jest między nimi sporo różnic.

2. Stephen King – “Cmętarz zwieżąt”. Po raz pierwszy przeczytałem tę książkę w gimnazjum i zmęczyłem się, ale do dziś pamiętałem z niej niektóre motywy i zakończenie. Odświeżyłem sobie ją niedawno w audiobooku i jestem zachwycony. Pod płaszczykiem fabuły znajdziemy w niej bowiem rozbudowaną rozprawę filozoficzną o śmierci – jak wpływa ona na wszystko wokół, a zwłaszcza na pogrążonych w bólu ludzi, którzy nie mogą z nią się pogodzić. Koniecznie słuchajcie jej w audiobooku, w świetnej interpretacji Krzysztofa Plewako-Szczerbińskiego, a nigdy nie zapomnicie pierwszej wyprawy Juda i Louisa na cmentarzysko Micmaców czy historii Tima Batermana.

3. Stephen King – “Lśnienie”. Czuję się strasznie głupio, pisząc tę listę, bowiem zawsze twierdziłem, że do orędowników twórczości Kinga nie należę. Że wodolejstwo, że nuda, że proza trudna w odbiorze. Zmienia się to jednak, kiedy sięga się po audiobooki tego pisarza, a tu mówimy o kapitalnie zrealizowanym słuchowisku, które jeszcze lepiej interpretuje postępujące szaleństwo Jacka Torrance’a, które jest najmocniejszym punktem tej książki. Warto przesłuchać, zwłaszcza dla końcówki, w której hotel przemawia przez bohatera kilkoma głosami, czego książka czytana na papierze by nie oddała. Ja miałem ciarki na plecach.

Dodatkowo wyróżnię też całą serię o Harrym Potterze ze względu na modelową konstrukcję zaskakujących, wciągających fabuł i zapadające w pamięć postacie.

2. A ulubiona piosenka?

Trudne pytanie, bo sytuacja w tej materii zmienia się dosyć dynamicznie. Słucham każdego gatunku muzycznego w zależności od nastroju – i rapu, i rocka (od metalu po łagodniejsze dźwięki), i disco polo, i elektronicznej (od klimatów w stylu The Prodigy po typowo imprezowe kawałki), i poezji śpiewanej, ostatnio nawet wkręciłem się w muzykę filmową. Gdybym miał wskazać trzy piosenki, które chyba nigdy mi się nie znudzą i które wywarły największy wpływ na moje życie, byłyby to chyba trzy utwory zespołu Linkin Park: “In the end”, “Krwlng” i “Points of authority”. 

3. Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie?


Nie mam żony ani dzieci, więc na pewno do najbardziej wyjątkowych chwil w moim życiu zaliczę moment, kiedy po raz pierwszy trzymałem w rękach książkę swojego autorstwa. Niesamowita sprawa. Nigdy nie zapomnę też pozytywnych emocji związanych ze spotkaniami z Czytelnikami. Chciałbym tutaj wyróżnić zwłaszcza pierwsze spotkanie autorskie przed premierą „Inkuba”, w Suwałkach. Sala im. Jadwigi Towarnickiej wypełniła się do ostatniego miejsca, czuło się tę pozytywną energię wysyłaną przez ludzi, którzy przyszli tam specjalnie dla mnie. Dzięki temu monolog na temat powieści wyszedł w moim odczuciu zaskakująco dobrze. Po spotkaniu chyba jeszcze przez godzinę podpisywałem książki. Potem przez całą noc nie zmrużyłem oka, tak bardzo targały mną pozytywne emocje. Można to było porównać do uczucia świeżego zakochania. A, i wydaje mi się, że od nadmiaru wrażeń schudłem tamtego dnia co najmniej kilka kilogramów (śmiech).

4. Kim jest osoba, która najbardziej Cię inspiruje?

To mój tato – Andrzej Urbanowicz. Jak teraz o tym myślę, chyba to z nim mam najwięcej cech wspólnych. Inspiruje mnie tym, że nie boi się nieznanego, stawia czoła wyzwaniom i zawsze prędzej czy później sobie z nimi radzi, a gdy z jakiegoś powodu mu nie idzie – nie pęka i dalej zmierza do celu. Nie ma co się dziwić, że odniósł wiele sukcesów. To bardzo pozytywna postać, kipiąca pozytywną energią. Jestem mu wdzięczny również za to, że mnie wspiera, zawsze, ilekroć się spotykamy, pyta mnie o kolejne sukcesy i wyraża szczerą radość, kiedy mu o nich opowiadam. Daje mi to niesamowitego energetycznego kopa i motywację do dalszej pracy. Tata nie krytykuje mnie, nie doradza mi, kiedy go o to nie proszę, co również bardzo mi się podoba. Najczęściej powtarzaną przez niego radą, jaką usłyszałem w życiu, było: „rób jak uważasz”. Myślę, że mało który rodzic zdaje sobie sprawę, że to najlepsze słowa, jakie można powiedzieć swojemu dziecku.

5. Jak zaczęła się Twoja przygoda z książkami, zarówno czytaniem, jak i pisaniem?

Nie powiedziałbym, że do czytania książek zainspirowali mnie rodzice, stanowczo nie powiedziałbym również, że to dzięki szkole, zwłaszcza, że uważam lektury za najgorsze zło i główną przyczynę spadku czytelnictwa w Polsce. Dlaczego? W dobie internetu, kiedy chcemy mieć wszystko podane szybciej, przystępniej, zwięźlej, przyjemniej (z czego wynika popularność memów i stron takich jak Kwejk), lektury, jako napisane archaicznym, trudnym językiem, którego czytanie nie sprawia przeciętnemu odbiorcy żadnej przyjemności, są niedopasowane do czasów. Lektury męczą i nudzą, przez co czytanie kotwiczy się dzieciom w głowie jako bolesny i nudny obowiązek. Teraz mogę otwarcie to przyznać – w liceum nie przeczytałem ani jednej, bazowałem głównie na streszczeniach. Coś w tej kwestii psuje się już na poziomie gimnazjum, bo podstawówkę wspominam bardzo miło pod kątem czytelniczym. Na przykład „Dzieci z Bullerbyn”, „Oto jest Kasia”, „Muminki” albo wszystkie tomy przygód „Mikołajka” – przecież to się super czytało! Z samą przyjemnością. Co więcej, do niektórych z tych książek wracałem potem sam, z własnej woli. Nigdy nie zapomnę również pierwszego boomu na Harry’ego Pottera w Polsce. Chyba żadna książka w dzieciństwie nie wciągnęła mnie tak bardzo, jak ten cykl, tęsknie wyczekiwałem momentów, kiedy będę mógł ponownie zagłębić się w tej historii. Uważam je za wzór, jak napisać wciągającą powieść. 

Co do przygody z pisaniem, wynikło to właściwie przez przypadek. Zawsze miałem smykałkę do tworzenia, nie tylko opowieści, w liceum na przykład zaliczyłem epizod ze sklejaniem z sampli muzyki elektronicznej. Zawsze lubiłem pobujać w obłokach, oddać się fantazjom i dać się ponieść wyobraźni. Nie wiem dlaczego, ale zazwyczaj działo się to przy śniadaniu, kiedy wymyślałem najróżniejsze historyjki, w których bohaterami byli Kaczor Donald, Sknerus i siostrzeńcy. Wyobraźnia pracowała pełną parą. Pierwszą powieść napisałem w wieku czternastu lat. Było to sci-fi dla młodzieży pod tytułem „Skate i ognisty miecz”. O chłopcu w stalowej masce, który przenosi się w przyszłość, lata na desce i walczy z cyborgami. Stety albo niestety – tekst nie zachował się dla potomnych (śmiech). 

Jeżeli chodzi o poważniejsze podejście do pisarstwa, wyglądało to dosłownie tak, że spacerowałem z rodziną po Puszczy Rominckiej (która notabene pojawia się w „Gałęzistym”) i naszło mnie, że powinienem napisać powieść grozy osadzoną na Suwalszczyźnie. Do umiejscowienia akcji w tym regionie zainspirowała mnie twórczość innego polskiego pisarza grozy – Stefana Dardy. On z kolei w swoich powieściach („Dom na Wyrębach”, cykl „Czarny Wygon”) subtelnie podkreśla walory krajobrazowe bliskiej mu Lubelszczyzny i Roztocza. Malownicze opisy (na przykład miejsca zwanego Słoneczną Doliną, które naprawdę istnieje) sprawiły, że ja, jako czytelnik, nabrałem wielkiej ochoty na zobaczenie tych miejsc na żywo. Uznałem, że „suwalczanie nie gęsi i również swoją piękną ziemię mają”. Koncept na napisanie „Gałęzistego” był więc następujący: powieść grozy, Suwalszczyzna i subtelne zachwalanie jej walorów, słowiańskie demony i odnośniki do regionalnych legend. Tak to się zaczęło. 

6. Czy wydarzenia, które wydarzyły się w Twoim życiu wpływają na to o czym piszesz?

Oczywiście! Inspirację do stworzenia danej postaci najczęściej czerpie się ze swojego otoczenia. Może to być ktoś z rodziny lub znajomy, a nawet pani Jadzia za ladą w warzywniaku, o ile jest wystarczająco wyrazista. Postać zainspirowana życiem autora na sto procent będzie wiarygodna i należycie zarysowana. Bohater to nie tylko jego wygląd, bohater to przede wszystkim osobowość, na którą złożyła się jego własna, unikalna historia, jego charakterystyczny sposób mówienia, poglądy, nawyki, relacje z innymi i tak dalej. Znane pisarzowi charaktery są najprostsze w kreowaniu, ponieważ od początku zna swoich bohaterów i wie, jak w danej sytuacji się zachowają. Myślę, że nie jestem wyjątkiem i każdy pisarz mniej lub bardziej opisuje rzeczywistość wokół siebie, stosuje zasłyszane teksty, wplata w swoje historie autentyczne zdarzenia, których sam doświadczył lub o nich usłyszał. Główni bohaterowie książek, o ile są należycie zarysowani, często oddają sposób myślenia autora. Ledwo co powiedziałem, że najłatwiej jest kreować bohaterów, których się zna. Najlepiej zaś znamy samych siebie. Proszę zwrócić uwagę, że:

– Stephen King pisze najczęściej o pisarzach i alkoholikach;

– Sasza Załuska, bohaterka kryminalnych powieści Katarzyny Bondy, to samotna matka z kilkuletnią córką, identycznie jak autorka, kiedy pisała pierwsze części cyklu;

– prokurator Teodor Szacki z trylogii Miłoszewskiego podobnie jak autor ma cięty język i nie pała sympatią do obecnej partii rządzącej;

– główni bohaterowie książek Piotra C. („Pokolenie Ikea”, „Brud”) to utalentowani uwodziciele, a tak się dziwnie składa, że autor prowadzi bloga o relacjach damsko-męskich. 

I tak dalej, i tak dalej. Jeżeli czytelnik dobrze zna twórczość danego autora i zwróci uwagę, że w jego książkach często pojawia się konkretny typ osobowości, może być pewien, że pisarz opiera go na sobie. We wszystkich moich powieściach bohaterowie wiele ze mnie czerpią, przeżywają też sytuacje z mojego życia, mają te same przemyślenia. Utknięcie w lesie w trakcie nocnej burzy z „Gałęzistego” – moja autentyczna historia. Główny bohater jest studentem matematyki, tak jak kiedyś ja. Wszystkie zabawne sytuacje w scenach piłkarskich z „Grzesznika” wydarzyły się naprawdę, oczywiście nie z udziałem gangsterów, a moim.  Miłość Suchego do uprawiania rekreacyjnego futbolu to również nieprzypadkowa cecha. W tej książce znalazła się również scena w dyskoncie z pewnym irytującym starszym małżeństwem, które ma scysję z gangsterem. Przepisałem ją kropka w kropkę ze swojego życia, gdyż sam kiedyś byłem świadkiem czegoś podobnego. Chorobliwy perfekcjonizm tytułowego gangstera plus jego uwielbienie do czarnego ubioru z kapeluszem włącznie – cały Artur Urbanowicz. Upór i determinacja Vytautasa z „Inkuba” – wzięte ode mnie. Pamiętajcie więc, że czytając książki danego autora, tak naprawdę poznajecie jego samego.

7. Gdybyś mogła zamieszkać w dowolnym miejscu na Ziemi – gdzie by to było?

Trudno powiedzieć. Najbardziej na świecie kocham moją rodzinną Suwalszczyznę i chciałbym tam kiedyś osiąść, najlepiej w domku w lesie, w którym mógłbym spokojnie tworzyć. Z drugiej strony fascynuje mnie kilka krajów i moją wyobraźnię bardzo pobudza perspektywa, że mógłbym tam kiedyś zamieszkać. Te kraje to: 
– Stany Zjednoczone, zwłaszcza klimat małych miasteczek, jaki w swojej twórczości kreuje King, który mieszka w stanie Maine, gdzie największe miasto jest mniejsze niż Suwałki.
– Wielka Brytania, a zwłaszcza Szkocja, z jej baśniowym klimatem – góry, jeziora, opuszczone zamczyska. Z jakiegoś powodu lubię otoczkę związaną z tym krajem – język, kulturę, uwielbienie do futbolu, charakterystyczną architekturę osiedli ceglanych domów jednorodzinnych. Jest w tym coś, co mnie tam ciągnie. Nie odstrasza mnie nawet przysłowiowa angielska pogoda. 
– Islandia. Piękny, mało zaludniony kraj. Chciałbym go przynajmniej kiedyś zobaczyć, w całości objechać. Nie lubię zwiedzać zabytków, za to uwielbiam kontemplować piękno natury.
– Filipiny. Byłem tam kiedyś w podróży służbowej. Podoba mi się zwłaszcza fakt, że w tym kraju nawet polska śmieciowa emerytura wystarczy do tego, by żyć jak król. Wszystko oczywiście przez różnice w kursach walut. Czasem oddaję się marzeniom o prywatnej wyspie z małym drewnianym domkiem w tym tropikalnym raju.
– Nowa Zelandia. Przede wszystkim przez niezapomniane widoki, które mogliśmy podziwiać we „Władcy Pierścieni” Jacksona.

Tak, gdybym miał możliwości i pieniądze, to rozszczepiłbym się na kilka osób i każda zamieszkałaby w jednym z tych miejsc!

8. Gdybyś miał milion złotych, co byś z nim zrobił?

Zainwestowałbym w kilka mieszkań, aby utrzymywać się z wynajmu i móc w całości poświęcić się swojej największej pasji, czyli pisaniu. Chodzi o to, by jak najszybciej zapewnić sobie źródło wystarczająco wysokich przychodów pasywnych, a więc ze źródeł, które nie wymagają, bym na nie pracował. 

9. Skoro życie jest takie krótkie, dlaczego nie robimy tylu rzeczy, które lubimy?

Wydaje mi się, że to ze strachu. Nie wiemy, co przyniesie nam los, dlatego zamiast oddawać się przyjemnościom, chomikujemy pieniądze, by mieć zabezpieczenie na ciężkie czasy. Z kolei niechęć do zmian wynika z tego samego. Boimy się nieznanego wyłącznie dlatego, że jest nieznane, podczas gdy często zmiana wyszłaby nam na dobre – zerwalibyśmy kontakt z toksycznym partnerem, zmienilibyśmy pracę, która nas frustruje, zrealizowalibyśmy jakiś szalony pomysł, który od dawna chodzi nam po głowie. Nie wyrobiliśmy sobie nawyku brania byka za rogi i stopniowego przesuwania swojej strefy komfortu. Tymczasem w większości przypadków naprawdę nie ma się czego bać! Gdybym słuchał wszystkich podpowiadaczy w swoim życiu, nie podjąłbym pracy w korporacji jeszcze w trakcie studiów i na pewno nie zadebiutowałbym w literaturze. Czas pokazał, że podpowiadacze nie mieli racji, miało ją za to moje serce. To ono zawsze podpowiada najlepiej, bo nawet jeżeli na pierwszy rzut oka poskutkuje to złą decyzją, zawsze można odwrócić na nią punkt widzenia i wynieść z niej jakąś bezcenną naukę. 

10. Co robisz, gdy nikt nie patrzy? (To pytanie ma charakter typowo humorystyczny)

Pomijając klasyczne zajęcia autora powieści, czyli klepanie w klawiaturę i czytanie książek, kiedy nikt nie patrzy, śpiewam pod nosem swoje ulubione piosenki, niesamowicie się w to wczuwając, medytuję, modlę się i dziękuję Bogu za wszystko, co mnie kiedykolwiek spotkało. Lubię ciarki, które towarzyszą każdemu z wymienionych zajęć. Oprócz tego głównie bujam w obłokach i jestem myślami przy swoich historiach, główkując, jak jeszcze mogę je poprawić. Staram się nie marnować czasu i kiedy tylko mogę, słucham też na smartfonie audiobooków. 

Bardzo dziękuję za możliwość „przepytania” Cię. Mam nadzieję, że pytania nie były problemowe.
Życzę wszystkiego dobrego!
Vi Keeland - Penelope Ward - Zbuntowane serce - Wydawnictwo Editio Red - Recenzja

Vi Keeland - Penelope Ward - Zbuntowane serce - Wydawnictwo Editio Red - Recenzja

„(..) można uciec od ludzi, ale nie można uciec od tego, co nosisz w sercu”.

Zbuntowane serce to druga część, gdzie poznajemy dalsze losy Gii i Rusha. Pierwsza część skończyła się w bardzo interesującym momencie, pozostawiając nas z myślą, co dalej się wydarzy i jak bardzo to namiesza w ich życiu. Czy będzie im łatwo? Wcale.. To będą cholernie trudne decyzję przed nimi, a w szczególności przed Rushem.

Akcja toczy się od pierwszej strony, zaraz na początku dowiadujemy się kto jest ojcem dziecka Gii i to jest ogromny problem dla nich, a przede wszystkim dla Rusha, bo co może być gorszego od dowiedzenia się, że jego własny brat posiadł, jeszcze przed nim, jego kobietę.

„Serce mi podpowiadało, że muszę pozwolić mu odejść. I tak też zrobiłam”.

Rush, kiedy się o tym dowiaduje, nie może sobie z tą myślą poradzić. Ciężko jest mu zaakceptować, to, że właśnie jego znienawidzony brat, będzie ojcem dziecka, które on już pokochał, nawet jeśli sobie tego na początku nie bardzo uświadamiał. Postanowił więc na jakiś czas wyjechać, żeby sobie to jakoś poukładać w głowie. Czy mu się to udało, nie do końca? Przed nim długa droga do uporania się z tą myślą.. Czy jest w stanie zaakceptować to dziecko mimo wszystko? Jedno było pewne, kochał Gie, ale czy to wystarczy?

Muszę przyznać, że podziwiam go naprawdę, tyle, co musiał się w życiu nacierpieć, zasłużył na szczęście, o które również przyszło mu walczyć. Ja pokochałam go od początku do samego końca.

„Każdego dnia żyjemy ze świadomością, że możemy umrzeć. A jednak co rano wstajemy i pomimo tej świadomości robimy to, co mamy do zrobienia. Życie nie powinno polegać na ciągłych próbach udowadniania sobie czy innym, że nie grozi nam zranienie. Życie nie powinno polegać na pogodzeniu się z niepewnością i czerpaniu radości z oglądania pięknych zachodów słońca z ludźmi, których kochamy”.

Zbuntowane serce to przepiękna historia o dwójce ludzi, którzy bardzo się kochają, ale ich życie nagle się bardzo komplikuje. Zostają rzuceni na głęboką wodę, przez to pomiędzy nimi wyrasta mur niedopowiedzeń i zawiedzionego zaufania. Gdzie tęsknota miesza się z rozpaczą, a miłość z gniewem. Każde kolejne wydarzenie oddala ich od dobrego zakończenia. Więc jak to wszystko się potoczy.. Czy Gia i Rush będą mieli szczęśliwie zakończenie? Tego dowiecie się, czytając. Ja polecam wam bardzo gorąco tę serię, bo jest cudowna i pochłoniecie ją naraz. Ja nie mogłam się oderwać.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu 


Julie Johnson - Zakochani Rozbitkowie - Wydawnictwo Kobiece - Recenzja

Julie Johnson - Zakochani Rozbitkowie - Wydawnictwo Kobiece - Recenzja

„Myślę, że zachowanie nadziei to jedna z najważniejszych rzeczy, jakie możesz zrobić. Gdy ją tracisz, pojawia się rozpacz. A rozpacz zabija szybciej niż jakakolwiek nadzieja. Więc jeśli masz zamiar się czegoś trzymać... to cieszę się, że jest to nadzieja... ”.

Violet uciekając przed monotonią, jaka jest w jej życiu, postanawia przyjąć wakacyjną pracę w raju. Na lotnisku spotyka na swojej drodze aroganckiego dupka, który jak się później okaże, znajduje się w tym samym samolocie co ona. Mają pracować dla tej samej rodziny on jako fotograf, a ona jako opiekunka. Od początku nie mogą się ze sobą dogadać, jednak los sprawił, że będą musieli polegać tylko na sobie. Bo kiedy samolot, którym lecą niespodziewanie się rozbija do oceanu to właśnie oni, są jedynymi ocalałymi z tej katastrofy.

„-Nie przeżyłbym bez ciebie. Kropka. Sprawiasz, że jestem silniejszy, lepszy, życzliwszy. Przez cały czas podtrzymywałaś mnie na duchu. Codziennie, w każdej chwili, w każdym pieprzonym biciu mojego serca. - dyszy, gdy jego wzrok pada na moje usta. -Nadałaś temu wszystkiego sens, oślepiłaś mnie światłem w świecie, w którym panowała tylko ciemność”.

Zakochani Rozbitkowie to lekka i przyjemna lektura idealna na letnie dni. Jeśli spodziewacie się rewelacyjnej akcji i dużych fajerwerków, to tego nie znajdziecie. Mimo to historia Violet i Becka jest bardzo piękna i fascynującą. Skrywa w sobie o wiele więcej niż, byśmy mogli przypuszczać. Człowiek kiedy, w jednej chwili traci wszytko i jest zdany na siebie oraz jedyną osobę, jaką przyszło mu spędzić czas. Zaczyna wtedy doceniać tak błahe i podstawowe rzeczy jak mydło, jedzenie czy ubranie.

„Wciąż mnie ratuje. Bez wahania. Niezawodnie. W ciemności prowadzi mnie z powrotem do domu niczym oświetlająca drogę gwiazda. W pełnym blasku dnia jest moim solidnym fundamentem. Pozwala mi latać, ale zawsze łapie mnie, gdy pora wrócić na ziemię”.
Każdy chociaż raz w życiu na pewno zastanawiał się, czy jakby zniknął/ęła z powierzchni ziemi z dnia na dzień to by ktoś za nami rozpaczał? Ja miałam takie myśli parę razy i powiem wam, że lepiej tego nie wiedzieć. Autorka pokazuje nam jak sytuacja, w jakiej się możemy znaleźć, chociaż nie wiadomo jak bardzo kiepska by była, to jednak potrafimy się zmienić i wydobyć z siebie pokłady takiej siły i odwagi, o jakie byśmy się nie podejrzewali. Bohaterowie, którzy zostają skazani na siebie pośrodku oceanu na pięknej wyspie, będą nie tylko walczyli z tym, aby przetrwać. Zostaną poddani również trudnym decyzją, a także pożądaniu. Bo czy w takich okolicznościach może narodzić się uczucie, a przede wszystkim czy by przetrwało? Czy nadejdzie pomoc? Tego wszystkiego musicie się dowiedzieć sami, sięgając po tę książkę, bo warto poczuć tę aurę.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu 


M. S. Willis - Dla Ellison - Wydawnictwo NieZwykłe - Zapowiedz Patronacka

M. S. Willis - Dla Ellison - Wydawnictwo NieZwykłe - Zapowiedz Patronacka

Z wielką przyjemnością przedstawiam wam książkę, którą wzięłam pod swoje skrzydła. W tym roku, jest to mój kolejny już patronat z którego bardzo się cieszę. Dla Ellison to pierwsza książka autorki, która zostanie wydana przez Wydawnictwo NieZwykłe. 

 M. S. Willis jest pisarką, która nie boi się zahaczać o ciemniejsze strony erotyki. Jest znana głównie z „Control Series”, „The Estate Series”, Dla Ellison (współczesny romans) i Standard Romance Story (komedia romantyczna). Kiedy nie pisze jako M.S. Willis, tworzy inne powieści jako Lily White. Pod tym pseudonimem wydała serię „Master Series” („Her Master’s Courtesan” i „Her Master’s Teacher”), Target This, Hard Roads i Asylum. Jest współautorką czteroczęściowej serii „Serial”. M. S. Willis lubi rozciągać swoje mięśnie pisarskie, wciąż rzucając sobie wyzwania. 
Jest również zapaloną czytelniczką, pogromczynią żelek i złotą medalistką w drzemaniu. 

Dedykacja od autorki

Ta książka jest dedykowana wszystkim, którzy będą walczyć, którzy walczą, bądź którzy walczyli. Jest dedykowana również tym, którzy walczą ramię w ramię z tymi, których kochają.


Opis; 


Gdy miałem dziewiętnaście lat, interesował mnie tylko seks, narkotyki i imprezy. Miałem wszystko – wygląd, szybki samochód, gorącą dziewczynę. Nic w życiu nie było dla mnie ważniejsze.
Dopóki nie spotkałem Ellison James…
Kiedy spotkałem ją po raz pierwszy, była jak rozwścieczony byk. Wepchnęła mnie do błota i obrzucała wyzwiskami tak szybko, że ledwo nadążała z ich wymówieniem.

Była złośliwa.
Była nieuprzejma.
Wyprowadzała mnie z równowagi jak żadna inna kobieta.

Spędziłem z nią lato i towarzyszyłem jej przez trzy miesiące…

Otworzyła mi oczy.
Zmieniła moje życie.

Sprawiła, że stałem się lepszym człowiekiem.



Na zachętę mam dla was Prolog; 

-2064-

Gdy Hunter McCormick spokojnie stąpał ścieżką w kierunku podium, audytorium wypełniały lekkie brzęczenie kieliszków, cichy kaszel i pomruki. Każdy krok rezonował w starych kościach, co przypominało mu, jak wycieńczony stał się przez długie lata swojego życia.
Gdy dotarł do schodów prowadzących na scenę, mentalnie przygotowany do wygłoszenia przemowy, stawiał jedną stopę przed drugą, wchodząc po schodkach. To tutaj postanowił ujawnić inspirację swoich osiągnięć. Chciał okłamać widownię, nakarmić ją bezużytecznymi medycznymi szczegółami oraz wspaniałą wizją swojego osiągnięcia, ponieważ wiedział, że żadna osoba w tym pomieszczeniu nie uwierzy w prawdę. W to, że prosta dziewczyna z podupadłego miasteczka nieświadomie doprowadziła do największego medycznego osiągnięcia stulecia. 
Wspomnienia słonecznych dni spędzonych na wędrówkach oraz wędkowaniu obudziły się w jego myślach i maltretowały umęczoną duszę, gdy wchodził po schodach. Uśmiech tak jasny,  że mógł oświetlić najciemniejszą noc, rozjarzył się w umyśle, przywołując podobny wyraz na jego twarz. Stare, popękane wargi nie mogły się powstrzymać od unoszenia ku górze na wspomnienie o niej.
Po wejściu na podium Hunter położył postrzępione kartki z przemową na gładkiej drewnianej powierzchni. Widzowie znieruchomieli, zapadła cisza. Wszyscy siedzieli niemal niewzruszeni, czekając na to, co Hunter ma do powiedzenia. On natomiast, przeglądając wydrukowane litery, słowa i zdania standardowego, medycznego bełkotu, potrząsnął naprędce głową, po czym zmiął notatki, a następnie przerzucił je przez ramię. Zwracając się znów w stronę widowni, odchrząknął. Przygotowywał się, by opowiedzieć całej sali o osobie, która zainspirowała go do wszystkiego, co zrobił. 
– Przygotowałem przemowę. – Głos mu się załamał. Wiek zbierał żniwo na niegdyś mocnych strunach głosowych. – W tej przemowie była paplanina lekarza, który wynalazł lekarstwo na jedną z najokrutniejszych chorób znanych człowiekowi. Były to starannie przygotowane słowa na temat nauki, dążenia do wyleczenia i zniszczenia choroby, o tym, jak wpływa ona na zdrowie pacjenta, jego dobre samopoczucie, życie jego oraz rodziny. – Przerwał, zbierając siły, by się nie rozkleić podczas wspominania jej. – Ale… te słowa nie miały znaczenia. Żadna z tych rzeczy nie była powodem, dla którego pracowałem tak ciężko i toczyłem walkę przez te wszystkie lata.
Publiczność czekała, bo Hunter śmiał się do siebie, wspominając blondynkę spoglądającą na niego spode łba. Tę, która obserwowała go oczami bezkresnymi jak niebo. Zwrócił znów  uwagę na widownię i rozpoczął przemowę: 
– Nazywała się Ellison James… i była największą suką, jaką spotkałem w swoim życiu. – Przerwał, czekając aż zbiorowe westchnienia ucichną w całym pomieszczeniu. Dopiero wtedy zamierzał przejść dalej.
Machnął ręką.
– Nie bądźcie zszokowani moją szczerością. Gdyby El była dziś z nami, zgodziłaby się z tym. – Znów się zaśmiał, nie mogąc zachować poważnej miny, gdy myślał o kobiecie, którą kochał. – Miała gotową odpowiedź na wszystko i zazwyczaj mi się to nie podobało. Ale była też niewiarygodną osobą. Dbała o ludzkość, była oddana naturze i mocno wierzyła w to, że ludzie powinni używać swoich zdolności nie tylko dla własnych korzyści, ale także by wspomóc innych. 
Jego twarz spoważniała. Zmarszczył brwi gotowy opowiedzieć tę historię. Głos znów mu się załamał, gdy wyznał:
– Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego miliony ludzi zostaną teraz ocalone, będę z wami szczery i przyznam, że jest tylko jedna, prosta odpowiedź… Dla Ellison.

Recenzję możecie przeczytać tutaj --> Dla Ellison 
K. Webster - Mój Torin - Wydawnictwo Niezwykłe - Zapowiedz Patronacka

K. Webster - Mój Torin - Wydawnictwo Niezwykłe - Zapowiedz Patronacka

Z wielką przyjemnością przedstawiam wam książkę, którą wzięłam pod swoje skrzydła. W tym roku, jest to mój kolejny już patronat z którego bardzo się cieszę. Mój Torin to pierwsza książka autorki, która zostanie wydana solo przez Wydawnictwo NieZwykłe. Wcześniej mogliście przeczytać serię Laleczki wydane w duecie z  Ker Dukey, które wydało również wydawnictwo NieZwykłe. 

K. Webster  jest autorką dziesiątek książek o tematyce romansowej w wielu różnych gatunkach, w tym romansu współczesnego, romansu historycznego, romansu paranormalnego i romansu erotycznego. Kiedy nie spędza czasu z mężem i dwójką uroczych dzieci, jest aktywna w mediach społecznościowych łączących ją z czytelnikami. Jej inne pasje oprócz pisania to czytanie i projektowanie graficzne. Nie może się doczekać dnia, w którym zobaczy jeden z swoich tytułów na dużym ekranie.


„To opowieść o tęsknocie, o odnajdowaniu własnego miejsca na tej planecie i tworzeniu głębokich więzi. Wciąż nie mogę się pozbierać po tej idealnej, pięknej, wstrząsającej książce. Każde słowo ma swoje określone miejsce oraz cel, a wszystkie tworzą niezmiernie głęboką treść. Wszyscy powinniśmy przeczytać tę książkę”. 
Lg Reads


Opis; 

Jestem dziwadłem, odmieńcem, nigdzie nie pasuję.
Jestem samotna. Nikt mnie nie kocha.
Jednak prawie mogę posmakować szczęścia, ponieważ niespodziewanie znajduje się bardzo blisko. 

Zjawia się on.

Jest przystojny i bogaty. Stanowi uosobienie męskości.
Ma smutne brązowe oczy oraz niesamowity uśmiech.
I chce, żebym porzuciła swoje dotychczasowe życie.

Skrywa swoje intencje.
Motywy jego postępowania są niejasne.
Ale ja i tak z nim odchodzę, bo tu nie jestem szczęśliwa.

Jego obietnice są zbyt piękne, by mogły być prawdziwe.
Zamek. Fortuna. I konie.

To wszystko jest zbyt proste.
A w moim życiu nic nigdy nie było proste.

W czym tkwi haczyk?
Zawsze jakiś jest.



Na zachętę mam dla was Prolog; 

CZĘŚĆ PIERWSZA

Phillip
Kościół Freedom Mountain – 25 grudnia 1999

Pastor Joe wciąż mówi o Bożych planach. Nic nie dzieje się bez powodu. Życie składa się tylko z serii prób postawionych przed nami, zanim staniemy przed obliczem Pana. Pięć lat temu może i bym w to uwierzył, ale teraz tego nie kupuję. To tylko wymówki. Właśnie tak. Wymówki. Sposób, w jaki tłumaczymy złe rzeczy, które nas spotykają. Bóg nie przygląda się nam z nieba i nie sprawdza nas. On tylko pogrywa sobie z naszymi sercami.
Mszę nagle przerywa czyjś krzyk. Wszyscy spoglądają w moją stronę. Należę do Kościoła od wielu lat i jestem diakonem, więc spodziewają się, że zareaguję. A to? To tylko jedna z rzeczy, którymi muszę się zająć. Zwykle po prostu wstałbym z ciężkim westchnieniem i jeszcze cięższym sercem, ale nie dziś. 
Chcę się stąd wyrwać.
Chcę stąd uciec.
Chcę pokazać Bogu, że mam gdzieś jego plan. Zrobię sobie własny.
Cicho przepraszam, a następnie przemykam obok kilku kobiet, które każdej niedzieli nieprzypadkowo siadają obok mnie. Tak jakbym był nimi zainteresowany.
Maggie zmarła zaledwie rok temu, a ja pewnie już nigdy nie będę zainteresowany żadną inną kobietą. Zmarła, bo tak chciał Bóg, ale chociaż bardzo intensywnie czytam Biblię, wciąż nie potrafię zrozumieć, dlaczego musiał zabrać właśnie ją.
Słyszę kolejny krzyk. Przyspieszam.
Wychodzę z sanktuarium do przedsionka i zamierzam skręcić w prawo, gdzie znajdują się kościelne biura oraz żłobek, ale nagle słyszę dźwięk dochodzący z lewej strony. Tuż za drzwiami. Zdziwiony otwieram je, po czym wychodzę przed kościół.
Na zewnątrz pada śnieg, dopełniając świąteczną atmosferę, ale dla mnie jest tylko przypomnieniem, że będę musiał jechać ostrożnie. Dziś wiozę cenny ładunek. Płatki śniegu uderzają w moją twarz, a chłodny wiatr smaga moje ciało. Drżę z zimna. Nie zdążyłem zabrać kurtki. Mam na sobie tylko świąteczną, czerwoną kamizelkę oraz białą koszulę. Rozglądam się po parkingu, który jest po brzegi wypełniony autami wiernych. Większość z nich przyjeżdża do kościoła tylko raz w roku, zupełnie tak, jakby narodziny Chrystusa były niesamowitym wydarzeniem, a pozostałe trzysta sześćdziesiąt cztery dni w ogóle się nie liczyły. W następną niedzielę wszystko znowu wróci do normy i na mszę przyjdzie o wiele mniej osób.
Słyszę krzyk, który dochodzi z szopki znajdującej się przed kościołem. Stoję przed drzwiami kościoła, a moje ciało przenika chłód, jakby zimne powietrze zdążyło przeszyć mnie na wylot. Nagle zauważam, że w szopce coś się porusza.
To dłoń.
Maleńka i silna.
Macha do mnie.
Idź tam.
Głos w mojej głowie tak bardzo przypomina Maggie, że uginają się pode mną kolana. Moje serce przeszywa ból i prawie upadam, ale zbieram się w sobie, a po chwili zaczynam iść w stronę szopki.
To małe dziecko.
W żłobku leży żywe dziecko.
Niesamowite.
Otrząsam się z szoku i podbiegam. Klękam na śniegu, czując, że moje serce zaraz rozpadnie się na kawałki. W żłobku leży trzęsące się z zimna niemowlę. Jest niechlujnie zawinięte w brudny kocyk i macha zimną piąstką w moją stronę, tak jakby również pragnęło dowiedzieć się, jaki plan miał Bóg w zostawieniu go przed kościołem w zimowy wieczór. Pod żłobkiem znajduje się papierowe opakowanie pełne drobnych, do którego jest przyczepiona niewielka karteczka.
Podnoszę ją i czytam wiadomość.
Ma na imię Casey.
Jest chora.
To wszystko, co mam.
Proszę, zajmijcie się nią, bo ja nie mogę tego zrobić.
Odnoszę wrażenie, że zaraz zwymiotuję. Jaki potwór zostawił dziecko na dworze w taką pogodę? Szybko wyjmuję je ze żłobka, obejmuję, usiłując rozgrzać, ale ono wciąż się trzęsie. Podnoszę się, po czym biegnę w stronę budynku. Dziecko zaczyna głośno płakać. Zamknąwszy za sobą drzwi, odsuwam kocyk, by lepiej przyjrzeć się niemowlęciu.
Natychmiast przestaje płakać i spogląda na mnie.
Ma bladoniebieskie oczy.
Widać w nich duszę.
I smutek.
Tak wiele życia jest w oczach tego maleństwa.
Przełykam ślinę i zaczynam bić się z myślami, które błagają mnie, bym zabrał je ze sobą. Gdyby Maggie wciąż żyła, od razu starałaby się dowiedzieć, jak możemy adoptować tę dziewczynkę. Na samą myśl o tym przeszywa mnie ogromny ból.
Maggie niczego już się nie dowie.
Odeszła.
To ona zawsze była tą silniejszą połówką. Bez niej czuję się jak cień samego siebie. Nie będę w stanie wychować małej dziewczynki. Ledwie radzę sobie ze sobą.
– Przepraszam, maluchu. – Tuląc ją do siebie, otwieram drzwi do sanktuarium. – Joe, zadzwoń na policję. Znalazłem niemowlę.
Dziewczynka znowu zaczyna płakać.
Mała Casey.
Trafi do kochającego domu, w którym zaopiekuje się nią dwoje wspaniałych rodziców. Dziesiątki dzieci trafiają do nowych domów każdego dnia. 
To po prostu nie będzie mój dom.
To nie może być mój dom, bo nie ma w nim już Maggie.
A bez niej ta dziewczynka nigdy nie otrzyma tego, na co zasługuje.
Zasługuje na kogoś lepszego niż chorego wdowca, pogrążonego w żalu oraz depresji. Zasługuje na życie. To samo życie, które widziałem w jej oczach.
Zasługuje na więcej.
Wyślę ją w świat, w którym to wszystko może dać jej ktoś inny.

Recenzję możecie przeczytać tutaj --> Klik 
Copyright © 2014 Świat Książkowy Mali , Blogger